W tym miejscu znajduje się element wykonany w technologii Adobe Flash.
Twoja przeglądarka nie posiada wtyczki pozwalającej na oglądanie elementów w tej technologii.
Aby pobrać wtyczkę przejdź pod adres:
http://get.adobe.com/flashplayer/
Czwartek, Maj 17, 2012r., napisane przez MATERIAŁ PROMOCYJNY

Od Kuchni: Gerlach - nowa linia noży kuchennych

Gerlach - nowa linia noży kuchennych

Marka Gerlach gości na polskich stołach od ponad 250 lat. Kontynuuje tradycję wyrobów fabryki założonej przez Filipa Szaniawskiego w 1760 roku i oferuje najwyższej jakości produkty stołowe: sztućce, porcelanę, noże kuchenne oraz garnki.

Sztućce Gerlach były wielokrotnie nagradzane w Polsce i za granicą. Noże kuchenne od kilkudziesięciu lat cieszą się pozytywną opinią klientów, a porcelana sygnowana marką Gerlach urzeka niepowtarzalnym wzornictwem.

Firma Gerlach wprowadza na rynek nową linię noży kuchennych 991A przeznaczonych dla koneserów nowoczesnego designu poszukujących produktów o najwyższej jakości.

Aby wyjść naprzeciw potrzebom klientów w nożach 991A u nasady rękojeści zamieszczone zostały ułatwiające pracę symbole, które wskazują na przeznaczenie noża. W ten sposób wybór odpowiedniego noża staje się prostszy niż kiedykolwiek. Jest to nowatorskie, opatentowane rozwiązanie.

Noże kuchenne 991A to druga linia noży wyróżniających się designem rękojeści zakończonej płaską, metalową aplikacją. Do modelu została wprowadzona rękojeść z bardziej odpornego niż drewno – tworzywa ABS, a ostrza wykonano z najlepszej jakości stali nierdzewnej molibdenowo- wanadowej MOV 1.4116. Dlatego noże 991A można myć w zmywarce przez długi czas bez obawy uszkodzenia.

Zobacz te i inne nowości od marki Gerlach na http://www.gerlach.pl/pl/
 

czytaj dalej >>
Piątek, Kwiecień 13, 2012r., napisane przez MATERIAŁ PROMOCYJNY

Od Kuchni: COOKie na JEDEN RAZ w wiosennych kolorach

COOKie na JEDEN RAZ w wiosennych kolorach

Na wiosnę szykowna Kornelia, romantyczna Julietta, uwodzicielska Mary i zmysłowa Melania uszyte zostały z jednorazowego materiału, który choć z wyglądu przypomina krochmalone płótno to jest tak delikatny, że nie można go prać. Można go uprasować, założyć na siebie, powoli zdjąć, albo szybko z siebie zerwać, a potem… wyrzucić. Dzięki fartuchom NA JEDEN RAZ każdego wieczoru i na każdym kolejnym piknik party będziesz mogła olśniewać innym kolorem fartucha, pasującym idealnie do Twojego ulubionego lakieru do paznokci.

Najnowsza, wiosenna kolekcja COOKie to wyraz afirmacji dla kobiecego zamiłowania do komfortu (czy też niechęci do prania), szalenie wdzięcznych krojów i wiosennie świeżych barw. Kolory te prosto z wiosennych snów spragnionych słońca ciał i zmysłów zapowiadają niejedną udaną kolację na dachu wieżowca, czy piknik na rozgrzanej pachnącej łące. Idealnie dopełnią również niejedno majowe garden party.
Ciesz się wiosną w pełnym rozkwicie i świeżymi kolorami, za którymi tęskniłaś całą zimę. Fartuchy NA JEDEN RAZ zachęcają nie tylko tym, że są nowatorskim, oryginalnym
i praktycznym projektem. Nie tylko unikalnym krojem i świeżymi kolorami, ale również przyjemnie przystępnymi cenami.

Od 15 kwietnia dostępne na stronie looklikecookie.com  i na stoisku COOKie w Złotych Tarasach. Obok pojedynczych modeli, można je będzie również kupić w zestawach, w których swój ulubiony model otrzymasz w każdym  z wiosennych kolorów zaproponowanych przez COOKie.
 

czytaj dalej >>
 
COOKie wiosennie
right left
COOKie wiosennie 8 COOKie wiosennie 7 COOKie wiosennie 6 COOKie wiosennie 5 COOKie wiosennie 4 COOKie wiosennie 3 COOKie wiosennie 2 COOKie wiosennie 1
 
Środa, Kwiecień 11, 2012r., napisane przez MATERIAŁ PROMOCYJNY

Od Kuchni: Fit & Easy

Fit & Easy

Fit&Easy to gotowe do spożycia warzywa – obrane i umyte. Linia Fit&Easy jest kierowana do osób poszukujących zdrowych produktów, wygodnych i  gotowych do spożycia, idealnie promują  modny styl życia, czyli zdrowy. Mieszanki są tworzone we współpracy z dietetykami.

Mixy sałat Fit&Easy to kompozycje zróżnicowanych pod względem smaku i wyglądu sałat. Ich tajemnica tkwi w starannie wyselekcjonowanych, trzykrotnie umytych, a następnie osuszonych i pociętych liściach. Wystarczy dodać dressing i sałatka jest gotowa do spożycia. Można ją tez wzbogacić o ulubione dodatki (wędliny, ser, warzywa, owoce, bakalie).

Dla osób zapracowanych, nie mających czasu na przygotowanie zdrowych posiłków, korzystnym rozwiązaniem są świeże, gotowe do spożycia Sałatki Fit &Easy. Zawierają kompozycje różnych gatunków sałat, pomidorki koktajlowe, chrupiące grzanki, pyszny dressing oraz do wyboru dodatki: ser mozzarella lub szynka. Dla wygody, do opakowania został dołączony widelczyk, który umożliwi spożycie tej smacznej przekąski w pracy lub w podróży.

Sałatki Fit&Easy to idealna propozycja na lekkostrawne śniadanie lub lunch
Aktualnie w ofercie znajdują się:
- 4 mieszanki sałat (Acitve, Family, Party, Weekend),
- 2 mono produkty (Rukola i Roszponka)
- 2 gotowe sałatki: sałatka z rukolą i mozzarellą, sałatka z roszponką i szynką

W II połowie kwietnia wprowadzony zostanie nowy produkt - Sałatka Cezar.
 

czytaj dalej >>
 
FIT&EASY
right left
FIT&EASY 22 FIT&EASY 21 FIT&EASY 20 FIT&EASY 19 FIT&EASY 18 FIT&EASY 17 FIT&EASY 16 FIT&EASY 15 FIT&EASY 14 FIT&EASY 13
 
Wtorek, Marzec 27, 2012r., napisane przez DW

Od Kuchni: Agata Koschmieder- Od kuchni

Agata Koschmieder- Od kuchni

Ostatnio, dużo się mówi o Fashion Week Philosophy w Łodzi. Wielu projektantów nie zdecydowało się wystawić swoich kolekcji ponownie. Jak oceniasz tę imprezę, jako osoba, która sama miała pokaz swojej kolekcji  w ubiegłym roku?

Od początku przyglądam się tej inicjatywie i bardzo jej sekundowałam. Wierzyłam, że to przedsięwzięcie będzie sukcesywnie rozwijało się z edycji na edycję. Powstało wreszcie na polskim rynku zjawisko, którego definicja z góry zakładała promowanie mody w Polsce i za granicą oraz nawiązywaniu nowych kontaktów. Taki tydzień mody jest bardzo potrzebny projektantom, jak również projektanci są niezbędnym i kluczowym elementem, bez którego Fashion Week nie istnieje. Nie wiem naprawdę co się stało, że tylu projektantów o znanych nazwiskach wycofało swój udział w pokazach. Musiał nastąpić jakiś konflikt interesów. Uważam, że to niedobrze wróży całemu przedsięwzięciu i bardzo nad tym ubolewam. Mój brak udziału to już zupełnie inna historia i ta kwestia została już wyjaśniona. Mimo wszystko ja tę imprezę popieram. Oczywiście pojawiają się błędy i niedociągnięcia, cały czas trwa proces wypracowywania  metody na skuteczną organizację takiego przedsięwzięcia w Polsce. Musimy przecież zauważyć, że w Polsce nie ma żadnej tradycji” fashionweekowej”, możemy wzorce czerpać z Mediolanu, Nowego Yorku, Paryża, ale musimy pamiętać o tym, że „nie od razu Kraków zbudowano”. Powinniśmy być bardziej wyrozumiali. Ja wciąż trzyma kciuki za Fashion Week Philosophy w Łodzi, bo również do miasta mam szczególny sentyment, studiowałam tam w końcu 5 lat na ASP, w Katedrze Tkaniny i Ubioru.

Twoje  doświadczenie na rynku mody jest imponujące. Jedną z niesamowitych rzeczy jest Pani współpraca z Arkadiusem. Czy mogłabyś coś na ten temat opowiedzieć?

To był niezwykle barwny i konstruktywny okres w moje karierze. Wiele się nauczyłam, poznałam ciekawych ludzi, jak np. Placido Domingo. Dużo podróżowaliśmy m.in. USA, Ameryka Południowa. Pracowaliśmy dla Opery w Los Angeles i Opery Warszawskiej. Mogłam skonfrontować swoje umiejętności i marzenia na obcym gruncie. Zaprzyjaźniłam się z Arkadiusem i ta przyjaźń trwa do dziś. Bardzo żałuję, że porzucił świat mody, ponieważ był osobą niezwykle zdolną, kreatywną, z niepohamowaną wyobraźni, inspirującą. Mam nadzieję, i wciąż go do tego namawiam, że wróci do projektowania.

Były już kolekcje dla Forget-me-not, obecnie projektujesz i dla innej marki odzieżowej.  Planujesz rozszerzyć swoją działalność?

Tak, owszem miałam również przygodę z Forget-me-Not, domem mody Doroty Wróblewskiej. To też była ciekawa współpraca. Bardzo podziwiam i szanuję Dorotę, ponieważ przy projektowaniu kolekcji dała mi całkowicie wolną rękę, nie ingerowała w projekty,co się rzadko zdarza, po prostu zaufała mi i była dużym wsparciem. Teraz projektuje dla innej marki odzieżowej, jak również realizuję autorskie projekty i znajduje w tym wszystkim balans. Na chwilę obecną przyglądam się cały czas naszemu rodzimemu poletku modowemu i wyciągam wnioski. Na poważne biznesowe decyzję przyjdzie jeszcze czas.

Czy w Polsce są wizjonerzy mody?

A po co komu w Polsce wizjonerzy ? My, Polacy jesteśmy wciąż zapatrzeni na zachód. Arkadius był wizjonerem i powiedzmy, że 'źle skończył ‘. Wizjonerem to można być w operze, teatrze, i to też wówczas, jak reżyser pozwoli. A kto to jest wizjoner? Czy jest to projektant, który rok wcześniej coś proponuje, projektuje, narzuca styl, a to potem np. staje się inspiracją dla jednego z ważniejszych tytułów „modowych” w Polsce? Jeżeli tak, to jestem wizjonerką . Nieskromnie to zabrzmi, ale wiele zjawisk potrafię przewidzieć. W projektowaniu trzeba mieć tzw. „ nosa” i daleko posuniętą intuicję, poza talentem i znajomością rynku.

Jakie są różnice między polskim rynkiem, a zagranicznym? Co powinno zostać zmienione?

Różnice są kolosalne i wynikają one z warunków ekonomicznych. W Polsce biznes związany z modą cały czas raczkuje i rozwija się na poziomie niszowym, butikowym. Za projektantem nie stoją inwestorzy, koncerny, domy mody. Wszystko odbywa się wciąż w warunkach „ chałupniczych”, a największym sukcesem dla projektanta są : jak najwięcej publikacji i zdobycie sponsora na pokaz. I wtedy można jakoś funkcjonować. To jest cały czas bicie piany i zabawa w modę. Obserwuję to od przeszło 10 lat i nic w tym temacie nie zmieniło się na lepsze. Za granicą najlepsi absolwenci szkół trafiają do słynnych domów mody i wielu z nich dzięki temu może rozwijać swoją markę, jak nieżyjący już niestety Alexander McQueen, który bardzo szybko został głównym projektantem domu mody Givenchy. W 2001 roku zrezygnował z posady w Givenchy i rozpoczął pracę u Gucciego. Ale jak widać sukces zawodowy nie zawsze idzie w parze z sukcesem w życiu prywatnym.
A jaką szansę mają absolwenci i młodzi adepci projektowania w Polsce? Żadną. Są zdani tylko i wyłącznie na siebie. Rodzime firmy odzieżowe zatrudniają anonimowo projektantów i nie rozumieją, że z korzyścią dla obu stron byłoby promowanie projektanta. Jeżeli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze.

W Polsce ostatnio zauważana jest moda na zajmowanie się modą. Coraz więcej ludzi widzi siebie w projektowaniu, stylizowaniu, produkcji.  Zauważasz to zjawisko, co o tym myślisz?

To się stało wręcz chorobliwe i nie wiem z czego to wynika. W Polsce mam wrażenie, że każdy chce być projektantem, nie mając często ani wyczucia estetyki, ani znajomości technologii. Może to wina samych projektantów, że wszystkim się wydaje, że projektant to taki celebrytą, który ma barwne, łatwe i przyjemne życie- zwłaszcza jak stoją za tym pieniądze „tatusia”?
Ktoś kiedyś mi powiedział, że modę projektować może każdy, bo każdy nosi ubrania. A ja mu na to powiedziałam, że owszem. Każdy też słucha muzyki, ale czy każdy może ją komponować? I niech to będzie puenta.

Coraz więcej w Polsce powstaje szkół projektowania. Sama jesteś wykładowcą w jednej z nich. Czy są to prawdziwe kuźnie talentów, czy platformy, które kształcą projektantów produkujących podobne rzeczy?

Wcale w Polsce nie ma tak dużo szkół projektowania. Tak na prawdę są trzy znaczące na 40 mln kraj. Z tego w tej chwili MSKPU osiąga największe sukcesy ze względu na dużą aktywność swoich studentów na rynku mody i udział w wielu znaczących konkursach. W każdej szkole są uczniowie bardzo zdolni, zdolni i średnio zdolni. I to jest normalne zjawisko. Wiele osób poznałam, które kończyły St. Martins i uwierz mi miały duże braki w wykształceniu. Tacy geniusze jak Galliano, czy Alexander McQueen rodzą się raz na dekadę, albo jeszcze rzadziej. Swoim studentom mówię, że szkoła jest sławna, bo jej uczniowie są sławni, a więc bierzcie się do pracy. Ja staram się przekazywać swoim studentom całą wiedzę i doświadczenie, które posiadam. Daję im do ręki narzędzia, którymi mogą się posługiwać, a co oni z tym zrobią to już inna sprawa.
Jakie cechy powinien mieć projektant, który ma szanse odnieść sukces?
Talent i pracowitość zawsze powinny iść w parze. Do tego niezbędna jest determinacja i często chęć walki z wiatrakami. Ale te cechy bez predyspozycji psychicznych na nic się zdadzą. Trzeba być silnym psychicznie i odpornym na krytykę. Trzeba znać swoją wartość, nie zatracając przy tym pokory. Nieuzasadniona pycha niejednego sprowadziła na manowce.

Obecnie, istnieje wiele konkursów mody. Czy jest to dobra promocja dla projektantów? Co wynika z udziału w takim wydarzeniu? Czy warto inwestować i brać w nich udział, czy lepiej od razu starać się pokazać swoje możliwości na rynku zagranicznym?

Ja gorąco namawiam studentów do brania udziału w konkursach, bo one sprawiają, że się zostaje zauważonym i często otwierają kolejne furtki przed młodymi projektantami. Sama zaczynałam od konkursów, jak również wielu moich kolegów z branży. Konkursy są też dobrą lekcją i konfrontacją z własnym talentem i marzeniami. Uczymy się współczynnika rywalizacji, który też poniekąd jest częścią tego zawodu. Sprawdzamy się na tle innych, co też jest dobrą szkoła życia. Ja uważam, że absolutnie należy inwestować w siebie i brać udział w konkursach, również zagranicznych, ponieważ one z kolei otwierają drogę do wielkiego świata. Step by step.

Jak scharakteryzowałabyś swój styl?

Wolałabym unikać szufladkowania, ponieważ wsadzanie się w pewne ramy blokuje chęć do zmian i eksperymentów. A na tym polega też progres.

Jakie marki znajdziemy w Twojej szafie?

Nie jestem snobką. Przykładam wagę do dobrych torebek i butów. A ciuch mogę sobie uszyć.

Kogo cenisz lub kim się inspirujesz w swojej pracy?

Cenię kilku  projektantów, ale absolutnie nikim się nie inspiruje w swojej pracy. Wręcz przeciwnie, „unikam tego jak diabeł święconej wody.” Jak tworzę kolekcję nie oglądam kolekcji innych projektantów, tylko otwieram się na inne bodźce, takie jak sztuka, muzyka, film....czasami w zasięgu ręki mam jakiś trendbook, ale też tylko wtedy gdy chcę się w czymś utwierdzić, albo rozwiać jakieś wątpliwości.

Jakie były Twoje początki w branży?

Początki były, jak Bóg przykazał. Studia w Katedrze Tkaniny i Ubioru na łódzkiej ASP, konkursy,staż za granicą, współpraca z Arkadiusem. Liczne publikacje na początku kariery, głównie w ELLE. Tak to się zaczęło....

Jakie jest Twoje zawodowe marzenie?

Dużo tych marzeń i jeszcze wszystko przede mną. Projektowanie na szczęście to taka dziedzina, w której wiek nie ma znaczenia. Wystarczy popatrzeć na Vivienne Westwood, czy Sonie Rykiel.

Co uważasz za swój największy sukces?

To,że jestem matką, spełnioną i zrealizowaną zawodowo.
 

 

 

Rozmowę przeprowadziły : Żaneta Pawlak i Karolina Jacak

czytaj dalej >>
Środa, Marzec 21, 2012r., napisane przez DW

Od Kuchni: Grzegorz Bloch - Od kuchni

Grzegorz Bloch - Od kuchni

Kiedy zacząłeś interesować się modą?


Myślę, że modą interesowałem się od zawsze. Tylko nie potrafiłem chyba tego przez jakiś czas nazwać i choć w życiu próbowałem robić różne rzeczy, bylem miedzy innymi barmanem, nauczycielem. Ale to moda, a właściwie wrażliwość na styl towarzyszyła mi zawsze.

Jak byś scharakteryzował polską branżę modową?

Polska branża modowa jest dla mnie trochę jak schizofrenia- z jednej strony sporo utalentowanych, mniej lub bardziej znanych osób, z drugiej mnóstwo życiorysów Nikodema Dyzma, znikąd, nie zdolnych, a jednak nie rzadko na szczycie...

Polscy projektanci są utalentowani według Ciebie? Mamy w kraju jakiś jeszcze mało znany talent, który miałby szansę zaistnieć na światowych wybiegach?

Mam w środowisku kilka ulubionych nazwisk Gosia Baczyńska, duet Bohoboco, Tomek Ossoliński, Krzysztof Stróżyna czy Agata Koschmieder... Myślę, że każdy z nich mógłby osiągnąć światowy sukces, zresztą Stróżyna tego dokonał...

Mamy gwiazdy wśród projektantów tylko na naszym rodzimym podwórku. Jak myślisz, dlaczego żaden polski projektant, jak do tej pory nie zrobił spektakularnej światowej kariery?

Na to pytanie odpowiem przewrotnie, mamy wiele gwiazd wśród projektantów,szkoda tylko, ze są gwiazdami a nie projektantami...

Ostatnio można zaobserwować, że moda stała się niezwykle modna? Gwiazdy, celebrytki chętnie się stylizują, powstają blogi poświęcone modzie, rankingi na najlepiej i najgorzej ubrane gwiazdy. Jak oceniasz to zjawisko?

Bardzo mnie cieszy fakt, że coraz szersze rzesze interesują się modą... Napędza to cały rynek, rodzi się zdrowa konkurencja, dzięki gwiazdom maja szansę zaistnieć nowe nazwiska projektantów... Pamiętam jeszcze sprzed kilku lat dużą imprezę wręczania prestiżowych nagród aktorom i pamiętam moje myślenie, że aktorki były wtedy najgorzej ubraną grupą zawodową...na szczęście to już przeszłość...
Natomiast jeśli chodzi o blogi modowe to podchodzę do tego dość sceptycznie...Wiarygodne są dla mnie tylko te , które podparte są nazwiskami osób znających ten świat od podszewki Hanna Gajos, Joanna Bojańczyk czy Twój. Blogi dziewczyn, które piszą super opinie marce w zamian za kosmetyk lub ciuch, nie tylko nie są wiarygodne, ale też nieuczciwe wobec czytelników... Największym atutem prowadzenia bloga jest możliwość niezależnego niczym nie skorumpowanego pisania...

Jak scharakteryzowałbyś swój styl?

Mój styl ewoluuje wraz z upływem czasu. Pewne rzeczy, które kiedyś miałem odwagę nosić są dla mnie teraz niemalże ekstremalne...Dziś zdecydowanie hołduje stylowi, który kolokwialnie nazwałbym sportową elegancją...Jednej zasadzie jestem nadal wierny, nie zawsze trzeba czuć się w tym wygodnie, ale stosownie do sytuacji...Generalnie uważam , że w modzie lepiej jest pewnych rzeczy nie dopowiedzieć niż je przegadać..

Jakie marki znajdziemy w Twojej szafie?

Moja szafa wypełniona jest jeansami i tshirtami... mam w niej sporo kolorów, noszę je w zależności od nastroju i sytuacji... Wydaje mi się, że najczęściej mam nastrój "szary", bo to jeden z moich ulubionych kolorów z niezwykle bogatą paletą odcieni...

Kogo cenisz lub kim się inspirujesz w swojej pracy?

Przez wiele lat inspirował i inspiruje nadal Yves Saint Laurent, ale też uwielbiam prace niepoprawnego teraz politycznie Johna Galliano... Ale od zawsze inspiruje mnie życie i to co mnie wokół otacza...

Jakie były Twoje początki w branży?

Moje początki były dość trudne...było tylko kilka redakcji, nie było żadnych domów produkcyjnych, a gwiazdy ubierały się same...Nikt nie znał zawodu stylisty...Jako pierwsza zaufała mi redakcja Pani i dała szansę rozwoju, choć przyznam, że wtedy żyć z tego zawodu zupełnie się nie dało...wiec były studia, praca w barze a wolne chwile poświęcone sesjom i gigantycznej satysfakcji po każdej z nich...na rynku było trzech, może czterech stylistów i wszyscy przetrwali...ta szkoła pokory i wiara po prostu nam się opłacała...

Jakie jest Twoje zawodowe marzenie?

Większość moich marzeń się spełniło i to z wielkim bonusem..nierzadko marzenia przypłacone stresem i nieprzespanymi nocami...zresztą takie sytuacje trwają nadal, ale jest to trochę jak mobilizującą trema dla aktora...A moje prawdziwe marzenie nie jest związane z zawodem, choć właśnie ten zawód prowadzi mnie do jego spełnienia...Jakie?..nie powiem, żeby nie zapeszyć ...

Jaki jest Twój największy sukces?

Dla mnie wielkim sukcesem jest sama moja praca i to, ze nigdy nie budziłem się ze świadomością- o Boże znowu muszę iść do roboty...To daje mi dużo energii i poczucia spełnienia. A możliwość pracy z gwiazdami jest jeszcze kropka nad i...Ale największa satysfakcje w życiu sprawiała mi praca z Natalią Kukulską, Edyta Górniak oraz uśmiech i podziękowanie cudownej Ireny Santor...Sukcesem Jest też Atelier N1, którego jestem współwłaścicielem- miejsce piękne i magiczne ..

Stylizujesz wiele gwiazd. Jak Ci się z nimi współpracuje?

Prace z gwiazdami naprawdę bardzo lubię, lubię dostawać konkretne informacje i oczekiwania, a potem ewentualnie spotykać się w pól drogi...Gwiazdy, z którymi pracowałem zawsze wiedziały czego chcą, dzięki temu ten proces twórczy był przyjemny...

Jakie predyspozycje powinna mieć osoba, która pretenduje do bycia stylistą mody?

Stylista powinien przede wszystkim kochać to co robi, codziennie na nowo uczyć się swojego zawodu, mieć pasję i ogromną pokorę, bez niej bardzo często życie stylisty jest życiem motyla... Każdy jednak komu przyjdzie do głowy , że chce być stylistą musi mieć świadomość, że to jest również ciężka, fizyczna praca...

Czy stylizacji można się nauczyć, czy raczej jest to kwestia wrodzonego wyczucia, talentu?

Do uprawiania tego zawodu zdecydowanie są potrzebne pewne predyspozycje, zresztą jak do większości... Artystą może być również ogrodnik czy murarz... Stylizacji nie da się nauczyć, można nauczyć się pewnych zasad poruszania się w tym zawodzie, ale to zdecydowanie za mało.....
 

czytaj dalej >>
Piątek, Marzec 16, 2012r., napisane przez DW & Żaneta Pawlak

Od Kuchni: Michał Zaczyński od kuchni cz.1

Michał Zaczyński od kuchni cz.1

Michał Zaczyński. Felietonista, wykładowca, bloger.

Nie tak dawno skrytykowałeś na łamach Newsweeka blogi modowo- szafiarskie, co nie przysporzyło Ci sympatyków. Tymczasem okazuje się, że sam zacząłeś prowadzić własnego bloga. Co Cię skłoniło do podjęcia tej decyzji? Jaka jest różnica między tym co piszesz do Newsweeka, a na bloga?


Skrytykowałem szafiarskie, te wszystkie „a dziś do różowej sukienki z dżerseju założyłam drewniane rajstopy i koronę z pazłotka, co wy na to?”. O blogach o modzie, a nie o przebierankach nie pisałem i nic do nich nie mam. Blog zacząłem prowadzić, by móc pisać częściej i więcej o drobniejszych rzeczach, wydarzeniach, czy zjawiskach, które dla czytelnika Newsweeka niekoniecznie są interesujące. Albo tez nie ma na to wszystko w gazecie miejsca. Różnica w pisaniu jest spora, bo wiem mniej więcej, kim jest czytelnik Newsweeka i czego oczekuje. A oczekiwania czytelników bloga dopiero sprawdzam. Na pewno gazeta jest bardziej elitarna, a blog – demokratyczny. No i moje felietony w Newsweeku w zasadzie nigdy nie są o modzie, startuję tu w innej konkurencji. Całe szczęście, bo od tej mody bym zwariował. Jeden z czytelników skomentował mój tekst o szafiarkach słowami: „dobrze red. Zaczyński napisał. Nie widzicie, dziewczyny, że wam życie przez szmaty przecieka?!!”. No więc mam nadzieję, że mi nie przecieka, ha ha.

Jesteś znany z „ciętego języka”, a jak wiadomo „ cięty język” nie jest w modzie. Miałeś w swojej karierze jakąś nieprzyjemną sytuację związaną z tym co napisałeś? Ktoś się obraził, omijał Cię wielkim łukiem, a może nie zaprosił na ważne wydarzenie?


Nie jestem zapraszany na pokazy do kilku projektantów, pewna projektantka usiłowała wpłynąć na zwolnienie mnie z pracy, inna mi groziła sądem, czasem jakaś zazdrosna blogerka, czy urażona szafiarka mi nawymyśla – nic takiego, ha ha. Raczej ludziom cięty język się podoba.

Przejmujesz się negatywnymi opiniami na swój temat( jeśli takie są)?

Staram się nie przejmować, w praktyce bywa różnie. Zależy, kto je wypowiada. Jeśli ktoś, kogo cenię, to przejmuję się jak cholera i chodzę jak struty dopóki czegoś nie poprawię, albo nie napiszę czegoś lepszego. Wiesz, nie piszę artykułów, czy blogów dla siebie, tylko dla czytelników, więc słucham sugestii mądrych ludzi.

Jesteś znanym felietonistą, jurorem prestiżowych konkursów dla młodych projektantów, wykładowcą, bywalcem pokazów mody i bankietów. Dla nie jednej młodej osoby to synonim sukcesu. A dla Ciebie? Czym dla Ciebie jest sukces?

Sukcesem jest chyba robić to, co się lubi. Jeśli jeszcze idzie to w parze z uznaniem, przysparza ci fajnych znajomych, nakręca, a do tego pozwala ci z tego żyć, to jest już dobrze. A jeśli przy tym wszystkim zostaje trochę czasu dla siebie, to jest świetnie.

Planowałeś taki rozwój swojej kariery zawodowej, czy to zupełny przypadek, że jesteś tu gdzie jesteś?

Tak, gazetki szkolne, potem pisanie do pism młodzieżowych, studia dziennikarskie i cała droga – od reportera miejskiego Życia Warszawy po felietonistę Newsweeka była w jakimś sensie zaplanowana. Choć prawdziwiej brzmi – wymarzona.


Mówi się, że świat mody, mediów, show bussinesu to zamknięty krąg i bardzo trudno jest się przebić, zaistnieć. Zgadzasz się z tym? Nie uważasz, że może to być krzywdząca opinia dla wielu osób?

Nie wiem co odpowiedzieć, dziwne pytanie, może je pominiemy, co?

A jakie były Twoje początki w tej branży? Może mógłbyś coś poradzić młodym, aspirującym osobom, które wiążą swoją przyszłość z tą branżą?

Żeby nie wiązali, by nie robić mi konkurencji, ha ha! A serio: nic nie mogę poradzić, sam cały czas się uczę. I niech oni się uczą. O, i wyszła rada.

Lubisz blichtr i brylowanie na salonach, czy traktujesz to czysto zawodowo?

Nie, nie lubię. Blichtr i salony są fajne na początku. Potem zaczynają nudzić i męczyć, człowiek może się tylko roztyć i rozpić. Choć w ostatnich latach roztyć już nie, bo nie robi się już pokazów z wielkim cateringiem, daniami na gorąco, deserami itp, jak było to kiedyś popularne. Dziś chodzę na mało imprez; tylko na te związane z modą i traktuję je zawodowo.


A teraz twoje ulubione pytanie: Panie Michale, czy Polacy dobrze się ubierają?

O tym przeczytacie w cz 2.

Michał Zaczyński. Felietonista, wykładowca, bloger.

Nie tak dawno skrytykowałeś na łamach Newsweeka blogi modowo- szafiarskie, co nie przysporzyło Ci sympatyków. Tymczasem okazuje się, że sam zacząłeś prowadzić własnego bloga. Co Cię skłoniło do podjęcia tej decyzji? Jaka jest różnica między tym co piszesz do Newsweeka, a na bloga?


Skrytykowałem szafiarskie, te wszystkie „a dziś do różowej sukienki z dżerseju założyłam drewniane rajstopy i koronę z pazłotka, co wy na to?”. O blogach o modzie, a nie o przebierankach nie pisałem i nic do nich nie mam. Blog zacząłem prowadzić, by móc pisać częściej i więcej o drobniejszych rzeczach, wydarzeniach, czy zjawiskach, które dla czytelnika Newsweeka niekoniecznie są interesujące. Albo tez nie ma na to wszystko w gazecie miejsca. Różnica w pisaniu jest spora, bo wiem mniej więcej, kim jest czytelnik Newsweeka i czego oczekuje. A oczekiwania czytelników bloga dopiero sprawdzam. Na pewno gazeta jest bardziej elitarna, a blog – demokratyczny. No i moje felietony w Newsweeku w zasadzie nigdy nie są o modzie, startuję tu w innej konkurencji. Całe szczęście, bo od tej mody bym zwariował. Jeden z czytelników skomentował mój tekst o szafiarkach słowami: „dobrze red. Zaczyński napisał. Nie widzicie, dziewczyny, że wam życie przez szmaty przecieka?!!”. No więc mam nadzieję, że mi nie przecieka, ha ha.

Jesteś znany z „ciętego języka”, a jak wiadomo „ cięty język” nie jest w modzie. Miałeś w swojej karierze jakąś nieprzyjemną sytuację związaną z tym co napisałeś? Ktoś się obraził, omijał Cię wielkim łukiem, a może nie zaprosił na ważne wydarzenie?


Nie jestem zapraszany na pokazy do kilku projektantów, pewna projektantka usiłowała wpłynąć na zwolnienie mnie z pracy, inna mi groziła sądem, czasem jakaś zazdrosna blogerka, czy urażona szafiarka mi nawymyśla – nic takiego, ha ha. Raczej ludziom cięty język się podoba.

Przejmujesz się negatywnymi opiniami na swój temat( jeśli takie są)?

Staram się nie przejmować, w praktyce bywa różnie. Zależy, kto je wypowiada. Jeśli ktoś, kogo cenię, to przejmuję się jak cholera i chodzę jak struty dopóki czegoś nie poprawię, albo nie napiszę czegoś lepszego. Wiesz, nie piszę artykułów, czy blogów dla siebie, tylko dla czytelników, więc słucham sugestii mądrych ludzi.

Jesteś znanym felietonistą, jurorem prestiżowych konkursów dla młodych projektantów, wykładowcą, bywalcem pokazów mody i bankietów. Dla nie jednej młodej osoby to synonim sukcesu. A dla Ciebie? Czym dla Ciebie jest sukces?

Sukcesem jest chyba robić to, co się lubi. Jeśli jeszcze idzie to w parze z uznaniem, przysparza ci fajnych znajomych, nakręca, a do tego pozwala ci z tego żyć, to jest już dobrze. A jeśli przy tym wszystkim zostaje trochę czasu dla siebie, to jest świetnie.

Planowałeś taki rozwój swojej kariery zawodowej, czy to zupełny przypadek, że jesteś tu gdzie jesteś?

Tak, gazetki szkolne, potem pisanie do pism młodzieżowych, studia dziennikarskie i cała droga – od reportera miejskiego Życia Warszawy po felietonistę Newsweeka była w jakimś sensie zaplanowana. Choć prawdziwiej brzmi – wymarzona.


Mówi się, że świat mody, mediów, show bussinesu to zamknięty krąg i bardzo trudno jest się przebić, zaistnieć. Zgadzasz się z tym? Nie uważasz, że może to być krzywdząca opinia dla wielu osób?

Nie wiem co odpowiedzieć, dziwne pytanie, może je pominiemy, co?

A jakie były Twoje początki w tej branży? Może mógłbyś coś poradzić młodym, aspirującym osobom, które wiążą swoją przyszłość z tą branżą?

Żeby nie wiązali, by nie robić mi konkurencji, ha ha! A serio: nic nie mogę poradzić, sam cały czas się uczę. I niech oni się uczą. O, i wyszła rada.

Lubisz blichtr i brylowanie na salonach, czy traktujesz to czysto zawodowo?

Nie, nie lubię. Blichtr i salony są fajne na początku. Potem zaczynają nudzić i męczyć, człowiek może się tylko roztyć i rozpić. Choć w ostatnich latach roztyć już nie, bo nie robi się już pokazów z wielkim cateringiem, daniami na gorąco, deserami itp, jak było to kiedyś popularne. Dziś chodzę na mało imprez; tylko na te związane z modą i traktuję je zawodowo.


A teraz twoje ulubione pytanie: Panie Michale, czy Polacy dobrze się ubierają?

O matko! No nie znoszę tego pytania. Polki się dobrze ubierają, Polacy nie. Choć i tak na przykład Warszawa pod względem mody wygląda lepiej niż Oslo, czy Dublin.

Jak myślisz dlaczego tak jest? Chodzi o brak pieniędzy, brak wzorców, brak zainteresowania stylem, i modą, a może Polacy boją się wyróżniać i uważają , że moda lub „bycie modnym” jest głupie i bezwartościowe?

Wszystko na raz. I pokutujące z PRL-u przeświadczenie, że bycie dobrze ubranym jest formą oportunizmu. I wynikający ze skrajnego konserwatyzmu pogląd, że prawdziwemu mężczyźnie nie wypada dobrze wyglądać, bo takie głupoty jak styl zarezerwowane są dla kobiet. No i w efekcie mamy armię zadbanych, atrakcyjnych singielek, załamanych polarami, trekkingowymi butami i plecakami zapuszczonych i zacofanych mężczyzn.

• Kiedy po raz pierwszy zainteresowałeś się modą?
Właściwie niedawno; jakieś 7 lat temu. Nie jestem przykładem pasjonaty, który w wieku czterech lat pociął zasłonę i stroił w nią młodsze rodzeństwo, jak często czytamy o projektantach, czy stylistach. Zresztą moda w ogóle interesuje mnie głównie jako zjawisko społeczne, ewentualnie dyscyplina sztuki, a nie jako zbiór aktualnych tendencji.

• A jak określiłbyś swój styl? Skąd czerpiesz inspiracje?

Lata 50, rock’n’roll i pochodne. Oraz lata 90. To moje inspiracje. Czerpię z ludzi, głownie tych mijanych na ulicy. W mniejszym stopniu polskiej, co oczywiste, w większym - amerykańskiej i angielskiej.

• Kim się inspirujesz w życiu zawodowym i prywatnym?
- nie rozumiem pytania -

• Jako młody chłopak starałeś się wyróżniać, miałeś swój styl , czy przyszło to z czasem?
Patrzyłem na moich dwóch idoli - Jarvisa Cockera z Pulp i Bretta Andersona ze Suede i trochę ich naśladowałem. Z czasem stało się to moim stylem.

• Masz w swojej garderobie coś co ma dla Ciebie szczególną wartość, znaczenie, co lubisz ubierać?
Tak! To marynarka, którą dostałem od samej Agnieszki Osieckiej! – Przywiozłam ją specjalnie dla ciebie, z Kanady - obwieściła mi. Ale potem się niechcący wygadała, że kupiła gdzieś na Pradze w lumpeksie. Zielona i dość paskudna, ale traktują ją jak relikwie.

• Jakie marki znajdziemy w Twojej szafie?
Mnóstwo, od Reserved i Tesco po Balmain, Rafa Simonsa, Paula Smitha. Żałuję, że mało w niej ubrań od polskich projektantów. Mam nadzieję to zmienić.
• A co myślisz o modzie na bycie projektantem mody? Wszystkim wydaje się, ze mogą teraz projektować. Nigdy Ciebie nie kusiło, by stworzyć swoją markę, by zostać wręcz dyktatorem mody?
Nie! Przenigdy żadnym dyktatorem. Ani nawet stylistą. Zostawiam to profesjonalistom. I celebryci też mogliby tak zrobić. Ludziom się wydaje, że bycie projektantem mody jest łatwe, przyjemne i jakieś takie glamour. Że wystarczy tiul udrapować, załatwić modelkom szpilki i już jest pokaz. A tak nie jest. To niewdzięczny zawód, zwłaszcza w Polsce gdzie ten rynek stoi na głowie i nikt nie kupuje polskich projektantów, a firmy odzieżowe płacą 2 tysiące złotych brutto, z czego musisz opłacić mieszkanie, zapewnić sobie dojazdy, nierzadko jeszcze jakieś kursy. Oczywiście, jeśli masz szczęście i dostaniesz pracę!

• Kto według Ciebie ma świetne wyczucie stylu w naszym kraju? Czy raczej to że tzw. Celebryci zazwyczaj dobrze są ubrani jest wynikiem pracy stylistów i nie ma to nic wspólnego z ich własnym stylem?

Styl i bycie dobrze ubranym idzie w parze z osobowością. Silne, ciekawe osobowości nie potrzebują stylistów, bo na ogół mają świetny, oryginalny gust. Znakomicie wyglądają Brodka, Nosowska, ale też Anda Rottenberg. Z facetów Tomasz Stańko. Ale i Nergal.


• Mamy w Polsce trendsetterów?
- nie mam nic do powiedzenia w tym temacie –

• Kogo z polskich projektantów cenisz najbardziej? Który według Ciebie ma szansę na światowy sukces?
Nie chcę podawać nazwisk, by nikogo nie pominąć i potraktować niesprawiedliwie. Ale uważam, że większe szanse na pewno mają ci, którzy studiują za granicą lub tam wyjadą i zamieszkają. Gdybym miał wymienić jednego projektanta polskiego, którego uważam za zdolnego osiągnąć wiele to byłby to Maldoror. Tylko powinien natychmiast wyjechać.
 

Michał Zaczyński. Felietonista, wykładowca, bloger.

Nie tak dawno skrytykowałeś na łamach Newsweeka blogi modowo- szafiarskie, co nie przysporzyło Ci sympatyków. Tymczasem okazuje się, że sam zacząłeś prowadzić własnego bloga. Co Cię skłoniło do podjęcia tej decyzji? Jaka jest różnica między tym co piszesz do Newsweeka, a na bloga?


Skrytykowałem szafiarskie, te wszystkie „a dziś do różowej sukienki z dżerseju założyłam drewniane rajstopy i koronę z pazłotka, co wy na to?”. O blogach o modzie, a nie o przebierankach nie pisałem i nic do nich nie mam. Blog zacząłem prowadzić, by móc pisać częściej i więcej o drobniejszych rzeczach, wydarzeniach, czy zjawiskach, które dla czytelnika Newsweeka niekoniecznie są interesujące. Albo tez nie ma na to wszystko w gazecie miejsca. Różnica w pisaniu jest spora, bo wiem mniej więcej, kim jest czytelnik Newsweeka i czego oczekuje. A oczekiwania czytelników bloga dopiero sprawdzam. Na pewno gazeta jest bardziej elitarna, a blog – demokratyczny. No i moje felietony w Newsweeku w zasadzie nigdy nie są o modzie, startuję tu w innej konkurencji. Całe szczęście, bo od tej mody bym zwariował. Jeden z czytelników skomentował mój tekst o szafiarkach słowami: „dobrze red. Zaczyński napisał. Nie widzicie, dziewczyny, że wam życie przez szmaty przecieka?!!”. No więc mam nadzieję, że mi nie przecieka, ha ha.

Jesteś znany z „ciętego języka”, a jak wiadomo „ cięty język” nie jest w modzie. Miałeś w swojej karierze jakąś nieprzyjemną sytuację związaną z tym co napisałeś? Ktoś się obraził, omijał Cię wielkim łukiem, a może nie zaprosił na ważne wydarzenie?


Nie jestem zapraszany na pokazy do kilku projektantów, pewna projektantka usiłowała wpłynąć na zwolnienie mnie z pracy, inna mi groziła sądem, czasem jakaś zazdrosna blogerka, czy urażona szafiarka mi nawymyśla – nic takiego, ha ha. Raczej ludziom cięty język się podoba.

Przejmujesz się negatywnymi opiniami na swój temat( jeśli takie są)?

Staram się nie przejmować, w praktyce bywa różnie. Zależy, kto je wypowiada. Jeśli ktoś, kogo cenię, to przejmuję się jak cholera i chodzę jak struty dopóki czegoś nie poprawię, albo nie napiszę czegoś lepszego. Wiesz, nie piszę artykułów, czy blogów dla siebie, tylko dla czytelników, więc słucham sugestii mądrych ludzi.

Jesteś znanym felietonistą, jurorem prestiżowych konkursów dla młodych projektantów, wykładowcą, bywalcem pokazów mody i bankietów. Dla nie jednej młodej osoby to synonim sukcesu. A dla Ciebie? Czym dla Ciebie jest sukces?

Sukcesem jest chyba robić to, co się lubi. Jeśli jeszcze idzie to w parze z uznaniem, przysparza ci fajnych znajomych, nakręca, a do tego pozwala ci z tego żyć, to jest już dobrze. A jeśli przy tym wszystkim zostaje trochę czasu dla siebie, to jest świetnie.

Planowałeś taki rozwój swojej kariery zawodowej, czy to zupełny przypadek, że jesteś tu gdzie jesteś?

Tak, gazetki szkolne, potem pisanie do pism młodzieżowych, studia dziennikarskie i cała droga – od reportera miejskiego Życia Warszawy po felietonistę Newsweeka była w jakimś sensie zaplanowana. Choć prawdziwiej brzmi – wymarzona.


Mówi się, że świat mody, mediów, show bussinesu to zamknięty krąg i bardzo trudno jest się przebić, zaistnieć. Zgadzasz się z tym? Nie uważasz, że może to być krzywdząca opinia dla wielu osób?

Nie wiem co odpowiedzieć, dziwne pytanie, może je pominiemy, co?

A jakie były Twoje początki w tej branży? Może mógłbyś coś poradzić młodym, aspirującym osobom, które wiążą swoją przyszłość z tą branżą?

Żeby nie wiązali, by nie robić mi konkurencji, ha ha! A serio: nic nie mogę poradzić, sam cały czas się uczę. I niech oni się uczą. O, i wyszła rada.

Lubisz blichtr i brylowanie na salonach, czy traktujesz to czysto zawodowo?

Nie, nie lubię. Blichtr i salony są fajne na początku. Potem zaczynają nudzić i męczyć, człowiek może się tylko roztyć i rozpić. Choć w ostatnich latach roztyć już nie, bo nie robi się już pokazów z wielkim cateringiem, daniami na gorąco, deserami itp, jak było to kiedyś popularne. Dziś chodzę na mało imprez; tylko na te związane z modą i traktuję je zawodowo.


A teraz twoje ulubione pytanie: Panie Michale, czy Polacy dobrze się ubierają?

O matko! No nie znoszę tego pytania. Polki się dobrze ubierają, Polacy nie. Choć i tak na przykład Warszawa pod względem mody wygląda lepiej niż Oslo, czy Dublin.

Jak myślisz dlaczego tak jest? Chodzi o brak pieniędzy, brak wzorców, brak zainteresowania stylem, i modą, a może Polacy boją się wyróżniać i uważają , że moda lub „bycie modnym” jest głupie i bezwartościowe?

Wszystko na raz. I pokutujące z PRL-u przeświadczenie, że bycie dobrze ubranym jest formą oportunizmu. I wynikający ze skrajnego konserwatyzmu pogląd, że prawdziwemu mężczyźnie nie wypada dobrze wyglądać, bo takie głupoty jak styl zarezerwowane są dla kobiet. No i w efekcie mamy armię zadbanych, atrakcyjnych singielek, załamanych polarami, trekkingowymi butami i plecakami zapuszczonych i zacofanych mężczyzn

Kiedy po raz pierwszy zainteresowałeś się modą?

Właściwie niedawno; jakieś 7 lat temu. Nie jestem przykładem pasjonaty, który w wieku czterech lat pociął zasłonę i stroił w nią młodsze rodzeństwo, jak często czytamy o projektantach, czy stylistach. Zresztą moda w ogóle interesuje mnie głównie jako zjawisko społeczne, ewentualnie dyscyplina sztuki, a nie jako zbiór aktualnych tendencji.

 A jak określiłbyś swój styl? Skąd czerpiesz inspiracje?

Lata 50, rock’n’roll i pochodne. Oraz lata 90. To moje inspiracje. Czerpię z ludzi, głownie tych mijanych na ulicy. W mniejszym stopniu polskiej, co oczywiste, w większym - amerykańskiej i angielskiej.

Masz w swojej garderobie coś co ma dla Ciebie szczególną wartość, znaczenie, co lubisz ubierać?

Tak! To marynarka, którą dostałem od samej Agnieszki Osieckiej! – Przywiozłam ją specjalnie dla ciebie, z Kanady - obwieściła mi. Ale potem się niechcący wygadała, że kupiła gdzieś na Pradze w lumpeksie. Zielona i dość paskudna, ale traktują ją jak relikwie.

• Jakie marki znajdziemy w Twojej szafie?
Mnóstwo, od Reserved i Tesco po Balmain, Rafa Simonsa, Paula Smitha. Żałuję, że mało w niej ubrań od polskich projektantów. Mam nadzieję to zmienić.
• A co myślisz o modzie na bycie projektantem mody? Wszystkim wydaje się, ze mogą teraz projektować. Nigdy Ciebie nie kusiło, by stworzyć swoją markę, by zostać wręcz dyktatorem mody?
Nie! Przenigdy żadnym dyktatorem. Ani nawet stylistą. Zostawiam to profesjonalistom. I celebryci też mogliby tak zrobić. Ludziom się wydaje, że bycie projektantem mody jest łatwe, przyjemne i jakieś takie glamour. Że wystarczy tiul udrapować, załatwić modelkom szpilki i już jest pokaz. A tak nie jest. To niewdzięczny zawód, zwłaszcza w Polsce gdzie ten rynek stoi na głowie i nikt nie kupuje polskich projektantów, a firmy odzieżowe płacą 2 tysiące złotych brutto, z czego musisz opłacić mieszkanie, zapewnić sobie dojazdy, nierzadko jeszcze jakieś kursy. Oczywiście, jeśli masz szczęście i dostaniesz pracę!

• Kto według Ciebie ma świetne wyczucie stylu w naszym kraju? Czy raczej to że tzw. Celebryci zazwyczaj dobrze są ubrani jest wynikiem pracy stylistów i nie ma to nic wspólnego z ich własnym stylem?

Styl i bycie dobrze ubranym idzie w parze z osobowością. Silne, ciekawe osobowości nie potrzebują stylistów, bo na ogół mają świetny, oryginalny gust. Znakomicie wyglądają Brodka, Nosowska, ale też Anda Rottenberg. Z facetów Tomasz Stańko. Ale i Nergal.


• Mamy w Polsce trendsetterów?
- nie mam nic do powiedzenia w tym temacie –

• Kogo z polskich projektantów cenisz najbardziej? Który według Ciebie ma szansę na światowy sukces?
Nie chcę podawać nazwisk, by nikogo nie pominąć i potraktować niesprawiedliwie. Ale uważam, że większe szanse na pewno mają ci, którzy studiują za granicą lub tam wyjadą i zamieszkają. Gdybym miał wymienić jednego projektanta polskiego, którego uważam za zdolnego osiągnąć wiele to byłby to Maldoror. Tylko powinien natychmiast wyjechać.
 

Michał Zaczyński. Felietonista, wykładowca, bloger.

Nie tak dawno skrytykowałeś na łamach Newsweeka blogi modowo- szafiarskie, co nie przysporzyło Ci sympatyków. Tymczasem okazuje się, że sam zacząłeś prowadzić własnego bloga. Co Cię skłoniło do podjęcia tej decyzji? Jaka jest różnica między tym co piszesz do Newsweeka, a na bloga?


Skrytykowałem szafiarskie, te wszystkie „a dziś do różowej sukienki z dżerseju założyłam drewniane rajstopy i koronę z pazłotka, co wy na to?”. O blogach o modzie, a nie o przebierankach nie pisałem i nic do nich nie mam. Blog zacząłem prowadzić, by móc pisać częściej i więcej o drobniejszych rzeczach, wydarzeniach, czy zjawiskach, które dla czytelnika Newsweeka niekoniecznie są interesujące. Albo tez nie ma na to wszystko w gazecie miejsca. Różnica w pisaniu jest spora, bo wiem mniej więcej, kim jest czytelnik Newsweeka i czego oczekuje. A oczekiwania czytelników bloga dopiero sprawdzam. Na pewno gazeta jest bardziej elitarna, a blog – demokratyczny. No i moje felietony w Newsweeku w zasadzie nigdy nie są o modzie, startuję tu w innej konkurencji. Całe szczęście, bo od tej mody bym zwariował. Jeden z czytelników skomentował mój tekst o szafiarkach słowami: „dobrze red. Zaczyński napisał. Nie widzicie, dziewczyny, że wam życie przez szmaty przecieka?!!”. No więc mam nadzieję, że mi nie przecieka, ha ha.

Jesteś znany z „ciętego języka”, a jak wiadomo „ cięty język” nie jest w modzie. Miałeś w swojej karierze jakąś nieprzyjemną sytuację związaną z tym co napisałeś? Ktoś się obraził, omijał Cię wielkim łukiem, a może nie zaprosił na ważne wydarzenie?


Nie jestem zapraszany na pokazy do kilku projektantów, pewna projektantka usiłowała wpłynąć na zwolnienie mnie z pracy, inna mi groziła sądem, czasem jakaś zazdrosna blogerka, czy urażona szafiarka mi nawymyśla – nic takiego, ha ha. Raczej ludziom cięty język się podoba.

Przejmujesz się negatywnymi opiniami na swój temat( jeśli takie są)?

Staram się nie przejmować, w praktyce bywa różnie. Zależy, kto je wypowiada. Jeśli ktoś, kogo cenię, to przejmuję się jak cholera i chodzę jak struty dopóki czegoś nie poprawię, albo nie napiszę czegoś lepszego. Wiesz, nie piszę artykułów, czy blogów dla siebie, tylko dla czytelników, więc słucham sugestii mądrych ludzi.

Jesteś znanym felietonistą, jurorem prestiżowych konkursów dla młodych projektantów, wykładowcą, bywalcem pokazów mody i bankietów. Dla nie jednej młodej osoby to synonim sukcesu. A dla Ciebie? Czym dla Ciebie jest sukces?

Sukcesem jest chyba robić to, co się lubi. Jeśli jeszcze idzie to w parze z uznaniem, przysparza ci fajnych znajomych, nakręca, a do tego pozwala ci z tego żyć, to jest już dobrze. A jeśli przy tym wszystkim zostaje trochę czasu dla siebie, to jest świetnie.

Planowałeś taki rozwój swojej kariery zawodowej, czy to zupełny przypadek, że jesteś tu gdzie jesteś?

Tak, gazetki szkolne, potem pisanie do pism młodzieżowych, studia dziennikarskie i cała droga – od reportera miejskiego Życia Warszawy po felietonistę Newsweeka była w jakimś sensie zaplanowana. Choć prawdziwiej brzmi – wymarzona.


Mówi się, że świat mody, mediów, show bussinesu to zamknięty krąg i bardzo trudno jest się przebić, zaistnieć. Zgadzasz się z tym? Nie uważasz, że może to być krzywdząca opinia dla wielu osób?

Nie wiem co odpowiedzieć, dziwne pytanie, może je pominiemy, co?

A jakie były Twoje początki w tej branży? Może mógłbyś coś poradzić młodym, aspirującym osobom, które wiążą swoją przyszłość z tą branżą?

Żeby nie wiązali, by nie robić mi konkurencji, ha ha! A serio: nic nie mogę poradzić, sam cały czas się uczę. I niech oni się uczą. O, i wyszła rada.

Lubisz blichtr i brylowanie na salonach, czy traktujesz to czysto zawodowo?

Nie, nie lubię. Blichtr i salony są fajne na początku. Potem zaczynają nudzić i męczyć, człowiek może się tylko roztyć i rozpić. Choć w ostatnich latach roztyć już nie, bo nie robi się już pokazów z wielkim cateringiem, daniami na gorąco, deserami itp, jak było to kiedyś popularne. Dziś chodzę na mało imprez; tylko na te związane z modą i traktuję je zawodowo.


A teraz twoje ulubione pytanie: Panie Michale, czy Polacy dobrze się ubierają?

O matko! No nie znoszę tego pytania. Polki się dobrze ubierają, Polacy nie. Choć i tak na przykład Warszawa pod względem mody wygląda lepiej niż Oslo, czy Dublin.

Jak myślisz dlaczego tak jest? Chodzi o brak pieniędzy, brak wzorców, brak zainteresowania stylem, i modą, a może Polacy boją się wyróżniać i uważają , że moda lub „bycie modnym” jest głupie i bezwartościowe?

Wszystko na raz. I pokutujące z PRL-u przeświadczenie, że bycie dobrze ubranym jest formą oportunizmu. I wynikający ze skrajnego konserwatyzmu pogląd, że prawdziwemu mężczyźnie nie wypada dobrze wyglądać, bo takie głupoty jak styl zarezerwowane są dla kobiet. No i w efekcie mamy armię zadbanych, atrakcyjnych singielek, załamanych polarami, trekkingowymi butami i plecakami zapuszczonych i zacofanych mężczyzn.

• Kiedy po raz pierwszy zainteresowałeś się modą?
Właściwie niedawno; jakieś 7 lat temu. Nie jestem przykładem pasjonaty, który w wieku czterech lat pociął zasłonę i stroił w nią młodsze rodzeństwo, jak często czytamy o projektantach, czy stylistach. Zresztą moda w ogóle interesuje mnie głównie jako zjawisko społeczne, ewentualnie dyscyplina sztuki, a nie jako zbiór aktualnych tendencji.

• A jak określiłbyś swój styl? Skąd czerpiesz inspiracje?

Lata 50, rock’n’roll i pochodne. Oraz lata 90. To moje inspiracje. Czerpię z ludzi, głownie tych mijanych na ulicy. W mniejszym stopniu polskiej, co oczywiste, w większym - amerykańskiej i angielskiej.

• Kim się inspirujesz w życiu zawodowym i prywatnym?
- nie rozumiem pytania -

• Jako młody chłopak starałeś się wyróżniać, miałeś swój styl , czy przyszło to z czasem?
Patrzyłem na moich dwóch idoli - Jarvisa Cockera z Pulp i Bretta Andersona ze Suede i trochę ich naśladowałem. Z czasem stało się to moim stylem.

• Masz w swojej garderobie coś co ma dla Ciebie szczególną wartość, znaczenie, co lubisz ubierać?
Tak! To marynarka, którą dostałem od samej Agnieszki Osieckiej! – Przywiozłam ją specjalnie dla ciebie, z Kanady - obwieściła mi. Ale potem się niechcący wygadała, że kupiła gdzieś na Pradze w lumpeksie. Zielona i dość paskudna, ale traktują ją jak relikwie.

• Jakie marki znajdziemy w Twojej szafie?
Mnóstwo, od Reserved i Tesco po Balmain, Rafa Simonsa, Paula Smitha. Żałuję, że mało w niej ubrań od polskich projektantów. Mam nadzieję to zmienić.
• A co myślisz o modzie na bycie projektantem mody? Wszystkim wydaje się, ze mogą teraz projektować. Nigdy Ciebie nie kusiło, by stworzyć swoją markę, by zostać wręcz dyktatorem mody?
Nie! Przenigdy żadnym dyktatorem. Ani nawet stylistą. Zostawiam to profesjonalistom. I celebryci też mogliby tak zrobić. Ludziom się wydaje, że bycie projektantem mody jest łatwe, przyjemne i jakieś takie glamour. Że wystarczy tiul udrapować, załatwić modelkom szpilki i już jest pokaz. A tak nie jest. To niewdzięczny zawód, zwłaszcza w Polsce gdzie ten rynek stoi na głowie i nikt nie kupuje polskich projektantów, a firmy odzieżowe płacą 2 tysiące złotych brutto, z czego musisz opłacić mieszkanie, zapewnić sobie dojazdy, nierzadko jeszcze jakieś kursy. Oczywiście, jeśli masz szczęście i dostaniesz pracę!

• Kto według Ciebie ma świetne wyczucie stylu w naszym kraju? Czy raczej to że tzw. Celebryci zazwyczaj dobrze są ubrani jest wynikiem pracy stylistów i nie ma to nic wspólnego z ich własnym stylem?

Styl i bycie dobrze ubranym idzie w parze z osobowością. Silne, ciekawe osobowości nie potrzebują stylistów, bo na ogół mają świetny, oryginalny gust. Znakomicie wyglądają Brodka, Nosowska, ale też Anda Rottenberg. Z facetów Tomasz Stańko. Ale i Nergal.


• Mamy w Polsce trendsetterów?
- nie mam nic do powiedzenia w tym temacie –

• Kogo z polskich projektantów cenisz najbardziej? Który według Ciebie ma szansę na światowy sukces?
Nie chcę podawać nazwisk, by nikogo nie pominąć i potraktować niesprawiedliwie. Ale uważam, że większe szanse na pewno mają ci, którzy studiują za granicą lub tam wyjadą i zamieszkają. Gdybym miał wymienić jednego projektanta polskiego, którego uważam za zdolnego osiągnąć wiele to byłby to Maldoror. Tylko powinien natychmiast wyjechać.
 

czytaj dalej >>
Poniedziałek, Marzec 12, 2012r., napisane przez DW

Od Kuchni: Agnieszka Szulim -Od kuchni cz.2

Agnieszka Szulim -Od kuchni  cz.2

Masz jakiś ulubiony kolor, który rzuca się w oczy w Twojej szafie?

Szary.. Niestety :) Ale ostatnio pokochałam niebieski, będę go nosić. W filmie „Żelazna dama” jest taka scena, jak Margaret Thatcher otwiera szafę, a tam wszystko niebieskie! :) Tak u mnie nie będzie ale pierwszy raz w życiu zaczęłam ten kolor dostrzegać i doceniać.

Właśnie: zwykła szafa, a może garderoba?

Tylko garderoba! I tylko dla mnie. W mojej garderobie nie ma nawet jednej skarpetki mojego męża :)


Masz ulubioną markę lub projektanta, że zawsze wiesz idąc na zakupy, że coś na 100% dla siebie tam znajdziesz?

Bizuu. Ja tam naprawdę zawsze coś znajdę. Ostatnio w ogóle mam taki pomysł, żeby kupować tylko polskie marki, polskich projektantów, bo warto ich wspierać. Rozmawiałam wczoraj o tym z Plichem, do którego w końcu muszę się wybrać! Ty wiesz najlepiej ilu jest młodych, zdolnych ludzi na rynku, sama mi ich pokazujesz. To mnie ostatnio kręci.

Czytasz czasopisma poświęcone modzie, trendom? Które są według Ciebie warte uwagi?

Jak wspomniałam w zasadzie nie czytam kolorowych magazynów, chyba, ze coś przypadkiem wpadnie mi w ręce. Gdybyś teraz wysłała mnie do kiosku, to kupiłabym InStyle i ELLE, mam do nich sentyment.


Ważne jest to dla Ciebie, by wygrywać w rankingach na najlepiej ubraną gwiazdę, czy trzymasz do tego dystans?

Ważne nie, ale miłe na pewno. Trochę próżna jednak jestem ;)


Uważasz się za gwiazdę i czym dla Ciebie jest sukces? 


Uważam się najwyżej za rozgwiazdę! Gwiazdą to jest Meryl Streep (tak, ciągle jestem pod wrażeniem jej roli..), ja jestem prezenterką w polskiej telewizji.

Czy to jest sukces?

Dla mnie to jest praca, którą staram się wykonywać najlepiej jak potrafię i, którą lubię. I to jest w pewnym sensie sukces, robić to, co się lubi. Ale prawdziwy sukces osiągnę wtedy, gdy zrobię coś, z czego będę naprawdę dumna, coś bardzo mojego.


Mówi się, że w polskim show bussinesie panuje fałsz, zakłamanie, oportunizm? Ty jesteś znana z tego, że mówisz to co myślisz. Nie masz przez to kłopotów?

Nie wiem, czasem mam, czasem ktoś mnie za to nie lubi, czasem z kimś się pokłócę, czasem przejdzie mi coś koło nosa. Ale chyba warto, bo czasem ktoś właśnie za to mnie lubi, a najbardziej zależy mi na tych ludziach, z którymi łączy mnie spojrzenie na różne rzeczy. Np. futra.


Dla wielu osób Twoja praca to spełnienie marzeń. A Ty jesteś spełniona zawodowo?

No coś ty! Tyle rzeczy chciałabym jeszcze rozbić!


Jakie były Twoje początki pracy w telewizji?


Trudne :) A mimo to w maju minie siódmy rok mojej pracy na Woronicza. I to mnie wprawia w niejakie osłupienie. Strasznie ten czas szybko zleciał. Początki były trudne, bo byłam bardzo niedoświadczona, nieopieżona, a do tego rzucona na dosyć głęboką wodę, dwugodzinny program na żywo, w którym radziłam sobie delikatnie mówiąc średnio. Wyrzucali mnie, znów przyjmowali i pewnie jeszcze nie raz wyrzucą, bo takie jest życie na „Woro.” Ale kocham  tę telewizję, tę atmosferę, bo wcale nie jest zła, jak się niektórym wydaje, tych ludzi, bo jest mnóstwo świetnych osób .To jest takie moje miejsce jednak. I mam nadzieję, że kiedyś zrobię tam coś swojego.


Uchyl nam rąbka tajemnicy jaka jesteś prywatnie i co robisz w wolnych chwilach?


Na pewno nie gotuję! Staram się rozwijać, trochę się uczę, trochę obijam, czytam, słucham muzyki,  siedzę na fb, zatruwam życie mężowi, rozmawiam z Tobą przez telefon, jest przyjemnie :)

KOSZULKI-http://www.berbe.pl/


 

czytaj dalej >>
Niedziela, Marzec 04, 2012r., napisane przez DW

Od Kuchni: Bloch- Grzegorz Zawodowiec

Bloch- Grzegorz Zawodowiec

Ostatnio sporo się dzieje i trudno w jednym poście powiedzieć co.
Projekt MODNA SZKOŁA GOTOWANIA miał być pitu, pitu a wychodzi fiu, fiu.
Ostatnio gotował u mnie stylista Grzegorz Bloch.
Jestem zaskoczona, bo nie spodziewałam się, że Bloch to "panna znaczy się rak" w kuchni.
Wszystko poukładane, przygotowane, posprzątane i na czas wyjęte z piekarnika. Kuchnia jak w zegarku.
Bloch chyba pomylił się z powołaniem, bo to "kucharz" z artystyczną wizją. Talent kulinarny.

Współpracujemy ze sobą od lat. Programy telewizyjne, pokazy mody, wykłady. Zawsze jak się widzimy to nagle zbiera się atom energii, który jest trudny do opisania. Chichoczemy jak dzieci, bez żadnego powodu. Każda sytuacja jest anegdotą, którą poźniej wspominamy.
I w kuchni głupawki nie zabrakło.
Dziwne zjawisko, bo z nikim innym tak nie mam :)
Jeżeli chodzi o sprawy zawodowe. To Bloch jest jak Grzegorz Zawodowiec. Nigdy mnie nie zawiódł i zawsze mogę na niego liczyć, nawet w sytuacjach podbramkowych. Podnosi rękę i pierwszy zgłasza się do pomocy.
Pamiętam jak w ostatniej chwili zmieniliśmy stylizacje do jednego pokazu, która nie była Grzegorza.
Zabrakło butów o odpowiednim fasonie. Bloch na mój telefon zareagował w ciągu chwili. Przywiózł karton butów nie mając w tym żadnego interesu. Zapytał tylko- wystarczy, czy jeszcze mam dowieść?
Czytając, ktoś może powiedzieć, to chyba normalne. Normalne, ale bardzo rzadkie zjawisko w tej branży.
Oczywiście nie zawsze jest tak wesoło, czasami wracamy na ziemię. Ziemia to rodzina Grześka za którą czuje się odpowiedzialny i którą kocha nad życie. Ziemia to jego pieski kundelki, które rozpieszcza.
Fajny facet z tego Blocha i ciesze się, że jest.

A teraz kilka anegdot :)
Jesteśmy na wykładzie, który trwał cały dzień.
Pod koniec dnia w przerwie chciałam powiedzieć do Grzesia, że chce iść do toalety, ale przekazałam to w dość zabawny sposób, który używamy z koleżankami.
-Grzesiu, idę wysadzić Gabrysię i zaraz wracam.
Wróciłam i Bloch z poważną miną na serio.
- Ty nie masz sumienia, tyle godzin psa w samochodzie trzymać.
- Jezu, jakiego psa?
- No Gabrysię. Powiedziałaś , że idziesz wysadzić Gabrysię.
Nawet nie wiecie jaka była moja i jego reakcja :) Śmialiśmy się do tego stopnia, że Pan Grześ wylał na mojego maca wodę i spalił mi dysk. Nie można powiedzieć, że było to normalne zachowanie, bo dalszy ciąg wykładów wyglądał dziwnie.
Oczywiście podczas gotowania zabawnych sytuacji było wiele :)
W KUCHNI
- Grzesiu Ty tak świetnie gotujesz, że jestem pod wielkim wrażeniem. Jak będzie cieplej,zrobimy kolacje.
- Dla kogo?
- Zaprosimy najbliższych przyjaciół
- Rozumiem, czyli na kolacji będziesz tylko Ty i ja :)

czytaj dalej >>
Poniedziałek, Luty 20, 2012r., napisane przez DW

Od Kuchni: MIchał Zaczyński od kuchni

MIchał Zaczyński od kuchni

Michała znam wiele lat. Można powiedzieć, że jesteśmy kuplami z Saskiej Kępy:) Sąsiad, fajny kolega, dobry dziennikarz, a od niedawna bloger. Jego ulubiony projektant to Paul Smith o którym może mówić godzinami. Michał jeździ na holenderce i lubi się uśmiechać.
Krzywi się jak mówię, że czegoś nie lubię z jego garderoby, choć to wielka rzadkość, bo facet ma gust, charakter i klasę :) Ceniłam jego pióro jak pisał do WPROST i bardziej cenię teraz jak pisze do NEWSWEEKA. Zawsze pisze to co myśli, czasami ryzykując, że "zupa" się wyleje. Nie lubi cukru na talerzu i w życiu. Razem siedzimy w jury konkursach takich jak Off Fashion Kielce czy Cracow Fashion Awards.
Lubimy ze sobą rozmawiać i razem jesteśmy niesforni w konwersacji :)
Misiek gotował w mojej kuchni cały dzień i muszę Wam powiedzieć, że zdał egzamin na 5! Mr. W.W. kosztując dania jego autorstwa powiedział:

- Hmmmm, po co nam Pani Ela jak Michał tak blisko mieszka. Może czasami wpaść do nas i ugotować nam zupę. Pyszne to wszystko i nie wiem, które danie jest lepsze.
Na to Michał.
- No pewnie, mam czas możecie dzwonić to chętnie wpadnę i coś ugotuję.
Po całym dniu gotowania Michał przed wyjściem chyba zmienił zdanie, bo na koniec powiedział:
- Dobrze, że nie jestem kucharzem. Padam........ten zawód jest nie dla mnie.

Co przygotował i o czym rozmawialiśmy zobaczycie już jutro :)
 

czytaj dalej >>
Środa, Luty 15, 2012r., napisane przez DW

Od Kuchni: Agnieszka Szulim -Od kuchni

Agnieszka Szulim -Od kuchni

Agnieszko, jako dziennikarka telewizyjna, osoba znana zwracasz szczególną uwagę na swój ubiór, czy raczej w wolnych, niezobowiązujących chwilach ubierasz się tylko i wyłącznie wygodnie?

Zwracam uwagę kiedy jestem w pracy, jak mam wolne lubię ubierać się przede wszystkim wygodnie. Obcasy tylko w studiu telewizyjnym i podczas dużych wyjść, na mieście trampki i dżinsy, w dresach na Mokotowskiej też mnie spotkasz! ;)

No właśnie dresy. Jeśli pojawiłyby się w Internecie lub kolorowych magazynach Twoje tzw. „niewyjściowe” zdjęcia i negatywne komentarze, przejmujesz się?

Pojawiają się i pewnie będą pojawiać, a ja nadal żyję i mam się całkiem dobrze. Jestem z natury leniwa, nie chce mi się przez tydzień zastanawiać, co na siebie włożę idąc na jakąś imprezę, zostawiam to na ostatnią chwilę. W życiu nie przyszło mi do głowy obrazić się na kogoś dlatego, że umieścił moje zdjęcia w rubryce „masakry modowe”. Często zgadzam się z werdyktem :)

Fajnie wiedzieć, że Szulim ma dystans. Nie wiem czy wiesz, ale dystans przeważnie mają osoby, które nie poszukują stylu. Ty już go masz !
Jak określiłabyś swój styl?

Miejski, sportowy, czasem nonszalancki, czasem rockowy, czasem z elementami boho. Czy ja w ogóle mam swój styl? Nie wiem.

Możesz być pewna, że masz swój styl ! Osobiście lubię Twoje ciuchowe zestawiania. Pamiętam jeden niewypał, który był związany z fryzurą. Twoje loki na głowie :)
Z czego lub kogo czerpiesz inspiracje?

Z netaporter ;) Tam najczęściej zaglądam, czasem kupuję, czasem sprawdzam, co jest. Nie czytam tzw prasy kobiecej, kolorowych magazynów. Jedyny modowy blog, na który zaglądam regularnie to Twój. Czasem pójdę na pokaz mody i coś mi się spodoba, czasem obejrzę jakiś film i ktoś mi się spodoba. Lubię kupować ciuchy ale nie dorabiam do tego filozofii.

Wiele osób publicznych korzysta z porad stylistów. Masz swojego stylistę?
Tylko w pracy.

Teraz się pochwal jakie marki znajdziemy w Twojej szafie?
Różne. Bardzo. Przyznaję, najmniej lubię wielkie sieciówki, bo najszybciej mi się nudzą, co nie znaczy, że nie ma ich w mojej szafie. Mam sporo akcesoriów Stelli McCartney, bo podoba mi się jej vege-filozofia, niestety ostatnio kompletnie nie podobają mi się jej kolekcje i tu mam problem. Najwięcej mam chyba rzeczy Bizuu, kocham tę markę od samego początku, jest między nami chemia. Uważam, że znalazły dla siebie fajne miejsce na rynku, jedna sukienka ubiera Cię całą, na dzień i na wieczór, a jak już wspomniałam jestem leniem, więc dla mnie to rozwiązanie idealne.

CDN. 

czytaj dalej >>