Michał Zaczyński. Felietonista, wykładowca, bloger.
Nie tak dawno skrytykowałeś na łamach Newsweeka blogi modowo- szafiarskie, co nie przysporzyło Ci sympatyków. Tymczasem okazuje się, że sam zacząłeś prowadzić własnego bloga. Co Cię skłoniło do podjęcia tej decyzji? Jaka jest różnica między tym co piszesz do Newsweeka, a na bloga?
Skrytykowałem szafiarskie, te wszystkie „a dziś do różowej sukienki z dżerseju założyłam drewniane rajstopy i koronę z pazłotka, co wy na to?”. O blogach o modzie, a nie o przebierankach nie pisałem i nic do nich nie mam. Blog zacząłem prowadzić, by móc pisać częściej i więcej o drobniejszych rzeczach, wydarzeniach, czy zjawiskach, które dla czytelnika Newsweeka niekoniecznie są interesujące. Albo tez nie ma na to wszystko w gazecie miejsca. Różnica w pisaniu jest spora, bo wiem mniej więcej, kim jest czytelnik Newsweeka i czego oczekuje. A oczekiwania czytelników bloga dopiero sprawdzam. Na pewno gazeta jest bardziej elitarna, a blog – demokratyczny. No i moje felietony w Newsweeku w zasadzie nigdy nie są o modzie, startuję tu w innej konkurencji. Całe szczęście, bo od tej mody bym zwariował. Jeden z czytelników skomentował mój tekst o szafiarkach słowami: „dobrze red. Zaczyński napisał. Nie widzicie, dziewczyny, że wam życie przez szmaty przecieka?!!”. No więc mam nadzieję, że mi nie przecieka, ha ha.
Jesteś znany z „ciętego języka”, a jak wiadomo „ cięty język” nie jest w modzie. Miałeś w swojej karierze jakąś nieprzyjemną sytuację związaną z tym co napisałeś? Ktoś się obraził, omijał Cię wielkim łukiem, a może nie zaprosił na ważne wydarzenie?
Nie jestem zapraszany na pokazy do kilku projektantów, pewna projektantka usiłowała wpłynąć na zwolnienie mnie z pracy, inna mi groziła sądem, czasem jakaś zazdrosna blogerka, czy urażona szafiarka mi nawymyśla – nic takiego, ha ha. Raczej ludziom cięty język się podoba.
Przejmujesz się negatywnymi opiniami na swój temat( jeśli takie są)?
Staram się nie przejmować, w praktyce bywa różnie. Zależy, kto je wypowiada. Jeśli ktoś, kogo cenię, to przejmuję się jak cholera i chodzę jak struty dopóki czegoś nie poprawię, albo nie napiszę czegoś lepszego. Wiesz, nie piszę artykułów, czy blogów dla siebie, tylko dla czytelników, więc słucham sugestii mądrych ludzi.
Jesteś znanym felietonistą, jurorem prestiżowych konkursów dla młodych projektantów, wykładowcą, bywalcem pokazów mody i bankietów. Dla nie jednej młodej osoby to synonim sukcesu. A dla Ciebie? Czym dla Ciebie jest sukces?
Sukcesem jest chyba robić to, co się lubi. Jeśli jeszcze idzie to w parze z uznaniem, przysparza ci fajnych znajomych, nakręca, a do tego pozwala ci z tego żyć, to jest już dobrze. A jeśli przy tym wszystkim zostaje trochę czasu dla siebie, to jest świetnie.
Planowałeś taki rozwój swojej kariery zawodowej, czy to zupełny przypadek, że jesteś tu gdzie jesteś?
Tak, gazetki szkolne, potem pisanie do pism młodzieżowych, studia dziennikarskie i cała droga – od reportera miejskiego Życia Warszawy po felietonistę Newsweeka była w jakimś sensie zaplanowana. Choć prawdziwiej brzmi – wymarzona.
Mówi się, że świat mody, mediów, show bussinesu to zamknięty krąg i bardzo trudno jest się przebić, zaistnieć. Zgadzasz się z tym? Nie uważasz, że może to być krzywdząca opinia dla wielu osób?
Nie wiem co odpowiedzieć, dziwne pytanie, może je pominiemy, co?
A jakie były Twoje początki w tej branży? Może mógłbyś coś poradzić młodym, aspirującym osobom, które wiążą swoją przyszłość z tą branżą?
Żeby nie wiązali, by nie robić mi konkurencji, ha ha! A serio: nic nie mogę poradzić, sam cały czas się uczę. I niech oni się uczą. O, i wyszła rada.
Lubisz blichtr i brylowanie na salonach, czy traktujesz to czysto zawodowo?
Nie, nie lubię. Blichtr i salony są fajne na początku. Potem zaczynają nudzić i męczyć, człowiek może się tylko roztyć i rozpić. Choć w ostatnich latach roztyć już nie, bo nie robi się już pokazów z wielkim cateringiem, daniami na gorąco, deserami itp, jak było to kiedyś popularne. Dziś chodzę na mało imprez; tylko na te związane z modą i traktuję je zawodowo.
A teraz twoje ulubione pytanie: Panie Michale, czy Polacy dobrze się ubierają?
O tym przeczytacie w cz 2.
Michał Zaczyński. Felietonista, wykładowca, bloger.
Nie tak dawno skrytykowałeś na łamach Newsweeka blogi modowo- szafiarskie, co nie przysporzyło Ci sympatyków. Tymczasem okazuje się, że sam zacząłeś prowadzić własnego bloga. Co Cię skłoniło do podjęcia tej decyzji? Jaka jest różnica między tym co piszesz do Newsweeka, a na bloga?
Skrytykowałem szafiarskie, te wszystkie „a dziś do różowej sukienki z dżerseju założyłam drewniane rajstopy i koronę z pazłotka, co wy na to?”. O blogach o modzie, a nie o przebierankach nie pisałem i nic do nich nie mam. Blog zacząłem prowadzić, by móc pisać częściej i więcej o drobniejszych rzeczach, wydarzeniach, czy zjawiskach, które dla czytelnika Newsweeka niekoniecznie są interesujące. Albo tez nie ma na to wszystko w gazecie miejsca. Różnica w pisaniu jest spora, bo wiem mniej więcej, kim jest czytelnik Newsweeka i czego oczekuje. A oczekiwania czytelników bloga dopiero sprawdzam. Na pewno gazeta jest bardziej elitarna, a blog – demokratyczny. No i moje felietony w Newsweeku w zasadzie nigdy nie są o modzie, startuję tu w innej konkurencji. Całe szczęście, bo od tej mody bym zwariował. Jeden z czytelników skomentował mój tekst o szafiarkach słowami: „dobrze red. Zaczyński napisał. Nie widzicie, dziewczyny, że wam życie przez szmaty przecieka?!!”. No więc mam nadzieję, że mi nie przecieka, ha ha.
Jesteś znany z „ciętego języka”, a jak wiadomo „ cięty język” nie jest w modzie. Miałeś w swojej karierze jakąś nieprzyjemną sytuację związaną z tym co napisałeś? Ktoś się obraził, omijał Cię wielkim łukiem, a może nie zaprosił na ważne wydarzenie?
Nie jestem zapraszany na pokazy do kilku projektantów, pewna projektantka usiłowała wpłynąć na zwolnienie mnie z pracy, inna mi groziła sądem, czasem jakaś zazdrosna blogerka, czy urażona szafiarka mi nawymyśla – nic takiego, ha ha. Raczej ludziom cięty język się podoba.
Przejmujesz się negatywnymi opiniami na swój temat( jeśli takie są)?
Staram się nie przejmować, w praktyce bywa różnie. Zależy, kto je wypowiada. Jeśli ktoś, kogo cenię, to przejmuję się jak cholera i chodzę jak struty dopóki czegoś nie poprawię, albo nie napiszę czegoś lepszego. Wiesz, nie piszę artykułów, czy blogów dla siebie, tylko dla czytelników, więc słucham sugestii mądrych ludzi.
Jesteś znanym felietonistą, jurorem prestiżowych konkursów dla młodych projektantów, wykładowcą, bywalcem pokazów mody i bankietów. Dla nie jednej młodej osoby to synonim sukcesu. A dla Ciebie? Czym dla Ciebie jest sukces?
Sukcesem jest chyba robić to, co się lubi. Jeśli jeszcze idzie to w parze z uznaniem, przysparza ci fajnych znajomych, nakręca, a do tego pozwala ci z tego żyć, to jest już dobrze. A jeśli przy tym wszystkim zostaje trochę czasu dla siebie, to jest świetnie.
Planowałeś taki rozwój swojej kariery zawodowej, czy to zupełny przypadek, że jesteś tu gdzie jesteś?
Tak, gazetki szkolne, potem pisanie do pism młodzieżowych, studia dziennikarskie i cała droga – od reportera miejskiego Życia Warszawy po felietonistę Newsweeka była w jakimś sensie zaplanowana. Choć prawdziwiej brzmi – wymarzona.
Mówi się, że świat mody, mediów, show bussinesu to zamknięty krąg i bardzo trudno jest się przebić, zaistnieć. Zgadzasz się z tym? Nie uważasz, że może to być krzywdząca opinia dla wielu osób?
Nie wiem co odpowiedzieć, dziwne pytanie, może je pominiemy, co?
A jakie były Twoje początki w tej branży? Może mógłbyś coś poradzić młodym, aspirującym osobom, które wiążą swoją przyszłość z tą branżą?
Żeby nie wiązali, by nie robić mi konkurencji, ha ha! A serio: nic nie mogę poradzić, sam cały czas się uczę. I niech oni się uczą. O, i wyszła rada.
Lubisz blichtr i brylowanie na salonach, czy traktujesz to czysto zawodowo?
Nie, nie lubię. Blichtr i salony są fajne na początku. Potem zaczynają nudzić i męczyć, człowiek może się tylko roztyć i rozpić. Choć w ostatnich latach roztyć już nie, bo nie robi się już pokazów z wielkim cateringiem, daniami na gorąco, deserami itp, jak było to kiedyś popularne. Dziś chodzę na mało imprez; tylko na te związane z modą i traktuję je zawodowo.
A teraz twoje ulubione pytanie: Panie Michale, czy Polacy dobrze się ubierają?
O matko! No nie znoszę tego pytania. Polki się dobrze ubierają, Polacy nie. Choć i tak na przykład Warszawa pod względem mody wygląda lepiej niż Oslo, czy Dublin.
Jak myślisz dlaczego tak jest? Chodzi o brak pieniędzy, brak wzorców, brak zainteresowania stylem, i modą, a może Polacy boją się wyróżniać i uważają , że moda lub „bycie modnym” jest głupie i bezwartościowe?
Wszystko na raz. I pokutujące z PRL-u przeświadczenie, że bycie dobrze ubranym jest formą oportunizmu. I wynikający ze skrajnego konserwatyzmu pogląd, że prawdziwemu mężczyźnie nie wypada dobrze wyglądać, bo takie głupoty jak styl zarezerwowane są dla kobiet. No i w efekcie mamy armię zadbanych, atrakcyjnych singielek, załamanych polarami, trekkingowymi butami i plecakami zapuszczonych i zacofanych mężczyzn.
• Kiedy po raz pierwszy zainteresowałeś się modą?
Właściwie niedawno; jakieś 7 lat temu. Nie jestem przykładem pasjonaty, który w wieku czterech lat pociął zasłonę i stroił w nią młodsze rodzeństwo, jak często czytamy o projektantach, czy stylistach. Zresztą moda w ogóle interesuje mnie głównie jako zjawisko społeczne, ewentualnie dyscyplina sztuki, a nie jako zbiór aktualnych tendencji.
• A jak określiłbyś swój styl? Skąd czerpiesz inspiracje?
Lata 50, rock’n’roll i pochodne. Oraz lata 90. To moje inspiracje. Czerpię z ludzi, głownie tych mijanych na ulicy. W mniejszym stopniu polskiej, co oczywiste, w większym - amerykańskiej i angielskiej.
• Kim się inspirujesz w życiu zawodowym i prywatnym?
- nie rozumiem pytania -
• Jako młody chłopak starałeś się wyróżniać, miałeś swój styl , czy przyszło to z czasem?
Patrzyłem na moich dwóch idoli - Jarvisa Cockera z Pulp i Bretta Andersona ze Suede i trochę ich naśladowałem. Z czasem stało się to moim stylem.
• Masz w swojej garderobie coś co ma dla Ciebie szczególną wartość, znaczenie, co lubisz ubierać?
Tak! To marynarka, którą dostałem od samej Agnieszki Osieckiej! – Przywiozłam ją specjalnie dla ciebie, z Kanady - obwieściła mi. Ale potem się niechcący wygadała, że kupiła gdzieś na Pradze w lumpeksie. Zielona i dość paskudna, ale traktują ją jak relikwie.
• Jakie marki znajdziemy w Twojej szafie?
Mnóstwo, od Reserved i Tesco po Balmain, Rafa Simonsa, Paula Smitha. Żałuję, że mało w niej ubrań od polskich projektantów. Mam nadzieję to zmienić.
• A co myślisz o modzie na bycie projektantem mody? Wszystkim wydaje się, ze mogą teraz projektować. Nigdy Ciebie nie kusiło, by stworzyć swoją markę, by zostać wręcz dyktatorem mody?
Nie! Przenigdy żadnym dyktatorem. Ani nawet stylistą. Zostawiam to profesjonalistom. I celebryci też mogliby tak zrobić. Ludziom się wydaje, że bycie projektantem mody jest łatwe, przyjemne i jakieś takie glamour. Że wystarczy tiul udrapować, załatwić modelkom szpilki i już jest pokaz. A tak nie jest. To niewdzięczny zawód, zwłaszcza w Polsce gdzie ten rynek stoi na głowie i nikt nie kupuje polskich projektantów, a firmy odzieżowe płacą 2 tysiące złotych brutto, z czego musisz opłacić mieszkanie, zapewnić sobie dojazdy, nierzadko jeszcze jakieś kursy. Oczywiście, jeśli masz szczęście i dostaniesz pracę!
• Kto według Ciebie ma świetne wyczucie stylu w naszym kraju? Czy raczej to że tzw. Celebryci zazwyczaj dobrze są ubrani jest wynikiem pracy stylistów i nie ma to nic wspólnego z ich własnym stylem?
Styl i bycie dobrze ubranym idzie w parze z osobowością. Silne, ciekawe osobowości nie potrzebują stylistów, bo na ogół mają świetny, oryginalny gust. Znakomicie wyglądają Brodka, Nosowska, ale też Anda Rottenberg. Z facetów Tomasz Stańko. Ale i Nergal.
• Mamy w Polsce trendsetterów?
- nie mam nic do powiedzenia w tym temacie –
• Kogo z polskich projektantów cenisz najbardziej? Który według Ciebie ma szansę na światowy sukces?
Nie chcę podawać nazwisk, by nikogo nie pominąć i potraktować niesprawiedliwie. Ale uważam, że większe szanse na pewno mają ci, którzy studiują za granicą lub tam wyjadą i zamieszkają. Gdybym miał wymienić jednego projektanta polskiego, którego uważam za zdolnego osiągnąć wiele to byłby to Maldoror. Tylko powinien natychmiast wyjechać.
Michał Zaczyński. Felietonista, wykładowca, bloger.
Nie tak dawno skrytykowałeś na łamach Newsweeka blogi modowo- szafiarskie, co nie przysporzyło Ci sympatyków. Tymczasem okazuje się, że sam zacząłeś prowadzić własnego bloga. Co Cię skłoniło do podjęcia tej decyzji? Jaka jest różnica między tym co piszesz do Newsweeka, a na bloga?
Skrytykowałem szafiarskie, te wszystkie „a dziś do różowej sukienki z dżerseju założyłam drewniane rajstopy i koronę z pazłotka, co wy na to?”. O blogach o modzie, a nie o przebierankach nie pisałem i nic do nich nie mam. Blog zacząłem prowadzić, by móc pisać częściej i więcej o drobniejszych rzeczach, wydarzeniach, czy zjawiskach, które dla czytelnika Newsweeka niekoniecznie są interesujące. Albo tez nie ma na to wszystko w gazecie miejsca. Różnica w pisaniu jest spora, bo wiem mniej więcej, kim jest czytelnik Newsweeka i czego oczekuje. A oczekiwania czytelników bloga dopiero sprawdzam. Na pewno gazeta jest bardziej elitarna, a blog – demokratyczny. No i moje felietony w Newsweeku w zasadzie nigdy nie są o modzie, startuję tu w innej konkurencji. Całe szczęście, bo od tej mody bym zwariował. Jeden z czytelników skomentował mój tekst o szafiarkach słowami: „dobrze red. Zaczyński napisał. Nie widzicie, dziewczyny, że wam życie przez szmaty przecieka?!!”. No więc mam nadzieję, że mi nie przecieka, ha ha.
Jesteś znany z „ciętego języka”, a jak wiadomo „ cięty język” nie jest w modzie. Miałeś w swojej karierze jakąś nieprzyjemną sytuację związaną z tym co napisałeś? Ktoś się obraził, omijał Cię wielkim łukiem, a może nie zaprosił na ważne wydarzenie?
Nie jestem zapraszany na pokazy do kilku projektantów, pewna projektantka usiłowała wpłynąć na zwolnienie mnie z pracy, inna mi groziła sądem, czasem jakaś zazdrosna blogerka, czy urażona szafiarka mi nawymyśla – nic takiego, ha ha. Raczej ludziom cięty język się podoba.
Przejmujesz się negatywnymi opiniami na swój temat( jeśli takie są)?
Staram się nie przejmować, w praktyce bywa różnie. Zależy, kto je wypowiada. Jeśli ktoś, kogo cenię, to przejmuję się jak cholera i chodzę jak struty dopóki czegoś nie poprawię, albo nie napiszę czegoś lepszego. Wiesz, nie piszę artykułów, czy blogów dla siebie, tylko dla czytelników, więc słucham sugestii mądrych ludzi.
Jesteś znanym felietonistą, jurorem prestiżowych konkursów dla młodych projektantów, wykładowcą, bywalcem pokazów mody i bankietów. Dla nie jednej młodej osoby to synonim sukcesu. A dla Ciebie? Czym dla Ciebie jest sukces?
Sukcesem jest chyba robić to, co się lubi. Jeśli jeszcze idzie to w parze z uznaniem, przysparza ci fajnych znajomych, nakręca, a do tego pozwala ci z tego żyć, to jest już dobrze. A jeśli przy tym wszystkim zostaje trochę czasu dla siebie, to jest świetnie.
Planowałeś taki rozwój swojej kariery zawodowej, czy to zupełny przypadek, że jesteś tu gdzie jesteś?
Tak, gazetki szkolne, potem pisanie do pism młodzieżowych, studia dziennikarskie i cała droga – od reportera miejskiego Życia Warszawy po felietonistę Newsweeka była w jakimś sensie zaplanowana. Choć prawdziwiej brzmi – wymarzona.
Mówi się, że świat mody, mediów, show bussinesu to zamknięty krąg i bardzo trudno jest się przebić, zaistnieć. Zgadzasz się z tym? Nie uważasz, że może to być krzywdząca opinia dla wielu osób?
Nie wiem co odpowiedzieć, dziwne pytanie, może je pominiemy, co?
A jakie były Twoje początki w tej branży? Może mógłbyś coś poradzić młodym, aspirującym osobom, które wiążą swoją przyszłość z tą branżą?
Żeby nie wiązali, by nie robić mi konkurencji, ha ha! A serio: nic nie mogę poradzić, sam cały czas się uczę. I niech oni się uczą. O, i wyszła rada.
Lubisz blichtr i brylowanie na salonach, czy traktujesz to czysto zawodowo?
Nie, nie lubię. Blichtr i salony są fajne na początku. Potem zaczynają nudzić i męczyć, człowiek może się tylko roztyć i rozpić. Choć w ostatnich latach roztyć już nie, bo nie robi się już pokazów z wielkim cateringiem, daniami na gorąco, deserami itp, jak było to kiedyś popularne. Dziś chodzę na mało imprez; tylko na te związane z modą i traktuję je zawodowo.
A teraz twoje ulubione pytanie: Panie Michale, czy Polacy dobrze się ubierają?
O matko! No nie znoszę tego pytania. Polki się dobrze ubierają, Polacy nie. Choć i tak na przykład Warszawa pod względem mody wygląda lepiej niż Oslo, czy Dublin.
Jak myślisz dlaczego tak jest? Chodzi o brak pieniędzy, brak wzorców, brak zainteresowania stylem, i modą, a może Polacy boją się wyróżniać i uważają , że moda lub „bycie modnym” jest głupie i bezwartościowe?
Wszystko na raz. I pokutujące z PRL-u przeświadczenie, że bycie dobrze ubranym jest formą oportunizmu. I wynikający ze skrajnego konserwatyzmu pogląd, że prawdziwemu mężczyźnie nie wypada dobrze wyglądać, bo takie głupoty jak styl zarezerwowane są dla kobiet. No i w efekcie mamy armię zadbanych, atrakcyjnych singielek, załamanych polarami, trekkingowymi butami i plecakami zapuszczonych i zacofanych mężczyzn
Kiedy po raz pierwszy zainteresowałeś się modą?
Właściwie niedawno; jakieś 7 lat temu. Nie jestem przykładem pasjonaty, który w wieku czterech lat pociął zasłonę i stroił w nią młodsze rodzeństwo, jak często czytamy o projektantach, czy stylistach. Zresztą moda w ogóle interesuje mnie głównie jako zjawisko społeczne, ewentualnie dyscyplina sztuki, a nie jako zbiór aktualnych tendencji.
A jak określiłbyś swój styl? Skąd czerpiesz inspiracje?
Lata 50, rock’n’roll i pochodne. Oraz lata 90. To moje inspiracje. Czerpię z ludzi, głownie tych mijanych na ulicy. W mniejszym stopniu polskiej, co oczywiste, w większym - amerykańskiej i angielskiej.
Masz w swojej garderobie coś co ma dla Ciebie szczególną wartość, znaczenie, co lubisz ubierać?
Tak! To marynarka, którą dostałem od samej Agnieszki Osieckiej! – Przywiozłam ją specjalnie dla ciebie, z Kanady - obwieściła mi. Ale potem się niechcący wygadała, że kupiła gdzieś na Pradze w lumpeksie. Zielona i dość paskudna, ale traktują ją jak relikwie.
• Jakie marki znajdziemy w Twojej szafie?
Mnóstwo, od Reserved i Tesco po Balmain, Rafa Simonsa, Paula Smitha. Żałuję, że mało w niej ubrań od polskich projektantów. Mam nadzieję to zmienić.
• A co myślisz o modzie na bycie projektantem mody? Wszystkim wydaje się, ze mogą teraz projektować. Nigdy Ciebie nie kusiło, by stworzyć swoją markę, by zostać wręcz dyktatorem mody?
Nie! Przenigdy żadnym dyktatorem. Ani nawet stylistą. Zostawiam to profesjonalistom. I celebryci też mogliby tak zrobić. Ludziom się wydaje, że bycie projektantem mody jest łatwe, przyjemne i jakieś takie glamour. Że wystarczy tiul udrapować, załatwić modelkom szpilki i już jest pokaz. A tak nie jest. To niewdzięczny zawód, zwłaszcza w Polsce gdzie ten rynek stoi na głowie i nikt nie kupuje polskich projektantów, a firmy odzieżowe płacą 2 tysiące złotych brutto, z czego musisz opłacić mieszkanie, zapewnić sobie dojazdy, nierzadko jeszcze jakieś kursy. Oczywiście, jeśli masz szczęście i dostaniesz pracę!
• Kto według Ciebie ma świetne wyczucie stylu w naszym kraju? Czy raczej to że tzw. Celebryci zazwyczaj dobrze są ubrani jest wynikiem pracy stylistów i nie ma to nic wspólnego z ich własnym stylem?
Styl i bycie dobrze ubranym idzie w parze z osobowością. Silne, ciekawe osobowości nie potrzebują stylistów, bo na ogół mają świetny, oryginalny gust. Znakomicie wyglądają Brodka, Nosowska, ale też Anda Rottenberg. Z facetów Tomasz Stańko. Ale i Nergal.
• Mamy w Polsce trendsetterów?
- nie mam nic do powiedzenia w tym temacie –
• Kogo z polskich projektantów cenisz najbardziej? Który według Ciebie ma szansę na światowy sukces?
Nie chcę podawać nazwisk, by nikogo nie pominąć i potraktować niesprawiedliwie. Ale uważam, że większe szanse na pewno mają ci, którzy studiują za granicą lub tam wyjadą i zamieszkają. Gdybym miał wymienić jednego projektanta polskiego, którego uważam za zdolnego osiągnąć wiele to byłby to Maldoror. Tylko powinien natychmiast wyjechać.
Michał Zaczyński. Felietonista, wykładowca, bloger.
Nie tak dawno skrytykowałeś na łamach Newsweeka blogi modowo- szafiarskie, co nie przysporzyło Ci sympatyków. Tymczasem okazuje się, że sam zacząłeś prowadzić własnego bloga. Co Cię skłoniło do podjęcia tej decyzji? Jaka jest różnica między tym co piszesz do Newsweeka, a na bloga?
Skrytykowałem szafiarskie, te wszystkie „a dziś do różowej sukienki z dżerseju założyłam drewniane rajstopy i koronę z pazłotka, co wy na to?”. O blogach o modzie, a nie o przebierankach nie pisałem i nic do nich nie mam. Blog zacząłem prowadzić, by móc pisać częściej i więcej o drobniejszych rzeczach, wydarzeniach, czy zjawiskach, które dla czytelnika Newsweeka niekoniecznie są interesujące. Albo tez nie ma na to wszystko w gazecie miejsca. Różnica w pisaniu jest spora, bo wiem mniej więcej, kim jest czytelnik Newsweeka i czego oczekuje. A oczekiwania czytelników bloga dopiero sprawdzam. Na pewno gazeta jest bardziej elitarna, a blog – demokratyczny. No i moje felietony w Newsweeku w zasadzie nigdy nie są o modzie, startuję tu w innej konkurencji. Całe szczęście, bo od tej mody bym zwariował. Jeden z czytelników skomentował mój tekst o szafiarkach słowami: „dobrze red. Zaczyński napisał. Nie widzicie, dziewczyny, że wam życie przez szmaty przecieka?!!”. No więc mam nadzieję, że mi nie przecieka, ha ha.
Jesteś znany z „ciętego języka”, a jak wiadomo „ cięty język” nie jest w modzie. Miałeś w swojej karierze jakąś nieprzyjemną sytuację związaną z tym co napisałeś? Ktoś się obraził, omijał Cię wielkim łukiem, a może nie zaprosił na ważne wydarzenie?
Nie jestem zapraszany na pokazy do kilku projektantów, pewna projektantka usiłowała wpłynąć na zwolnienie mnie z pracy, inna mi groziła sądem, czasem jakaś zazdrosna blogerka, czy urażona szafiarka mi nawymyśla – nic takiego, ha ha. Raczej ludziom cięty język się podoba.
Przejmujesz się negatywnymi opiniami na swój temat( jeśli takie są)?
Staram się nie przejmować, w praktyce bywa różnie. Zależy, kto je wypowiada. Jeśli ktoś, kogo cenię, to przejmuję się jak cholera i chodzę jak struty dopóki czegoś nie poprawię, albo nie napiszę czegoś lepszego. Wiesz, nie piszę artykułów, czy blogów dla siebie, tylko dla czytelników, więc słucham sugestii mądrych ludzi.
Jesteś znanym felietonistą, jurorem prestiżowych konkursów dla młodych projektantów, wykładowcą, bywalcem pokazów mody i bankietów. Dla nie jednej młodej osoby to synonim sukcesu. A dla Ciebie? Czym dla Ciebie jest sukces?
Sukcesem jest chyba robić to, co się lubi. Jeśli jeszcze idzie to w parze z uznaniem, przysparza ci fajnych znajomych, nakręca, a do tego pozwala ci z tego żyć, to jest już dobrze. A jeśli przy tym wszystkim zostaje trochę czasu dla siebie, to jest świetnie.
Planowałeś taki rozwój swojej kariery zawodowej, czy to zupełny przypadek, że jesteś tu gdzie jesteś?
Tak, gazetki szkolne, potem pisanie do pism młodzieżowych, studia dziennikarskie i cała droga – od reportera miejskiego Życia Warszawy po felietonistę Newsweeka była w jakimś sensie zaplanowana. Choć prawdziwiej brzmi – wymarzona.
Mówi się, że świat mody, mediów, show bussinesu to zamknięty krąg i bardzo trudno jest się przebić, zaistnieć. Zgadzasz się z tym? Nie uważasz, że może to być krzywdząca opinia dla wielu osób?
Nie wiem co odpowiedzieć, dziwne pytanie, może je pominiemy, co?
A jakie były Twoje początki w tej branży? Może mógłbyś coś poradzić młodym, aspirującym osobom, które wiążą swoją przyszłość z tą branżą?
Żeby nie wiązali, by nie robić mi konkurencji, ha ha! A serio: nic nie mogę poradzić, sam cały czas się uczę. I niech oni się uczą. O, i wyszła rada.
Lubisz blichtr i brylowanie na salonach, czy traktujesz to czysto zawodowo?
Nie, nie lubię. Blichtr i salony są fajne na początku. Potem zaczynają nudzić i męczyć, człowiek może się tylko roztyć i rozpić. Choć w ostatnich latach roztyć już nie, bo nie robi się już pokazów z wielkim cateringiem, daniami na gorąco, deserami itp, jak było to kiedyś popularne. Dziś chodzę na mało imprez; tylko na te związane z modą i traktuję je zawodowo.
A teraz twoje ulubione pytanie: Panie Michale, czy Polacy dobrze się ubierają?
O matko! No nie znoszę tego pytania. Polki się dobrze ubierają, Polacy nie. Choć i tak na przykład Warszawa pod względem mody wygląda lepiej niż Oslo, czy Dublin.
Jak myślisz dlaczego tak jest? Chodzi o brak pieniędzy, brak wzorców, brak zainteresowania stylem, i modą, a może Polacy boją się wyróżniać i uważają , że moda lub „bycie modnym” jest głupie i bezwartościowe?
Wszystko na raz. I pokutujące z PRL-u przeświadczenie, że bycie dobrze ubranym jest formą oportunizmu. I wynikający ze skrajnego konserwatyzmu pogląd, że prawdziwemu mężczyźnie nie wypada dobrze wyglądać, bo takie głupoty jak styl zarezerwowane są dla kobiet. No i w efekcie mamy armię zadbanych, atrakcyjnych singielek, załamanych polarami, trekkingowymi butami i plecakami zapuszczonych i zacofanych mężczyzn.
• Kiedy po raz pierwszy zainteresowałeś się modą?
Właściwie niedawno; jakieś 7 lat temu. Nie jestem przykładem pasjonaty, który w wieku czterech lat pociął zasłonę i stroił w nią młodsze rodzeństwo, jak często czytamy o projektantach, czy stylistach. Zresztą moda w ogóle interesuje mnie głównie jako zjawisko społeczne, ewentualnie dyscyplina sztuki, a nie jako zbiór aktualnych tendencji.
• A jak określiłbyś swój styl? Skąd czerpiesz inspiracje?
Lata 50, rock’n’roll i pochodne. Oraz lata 90. To moje inspiracje. Czerpię z ludzi, głownie tych mijanych na ulicy. W mniejszym stopniu polskiej, co oczywiste, w większym - amerykańskiej i angielskiej.
• Kim się inspirujesz w życiu zawodowym i prywatnym?
- nie rozumiem pytania -
• Jako młody chłopak starałeś się wyróżniać, miałeś swój styl , czy przyszło to z czasem?
Patrzyłem na moich dwóch idoli - Jarvisa Cockera z Pulp i Bretta Andersona ze Suede i trochę ich naśladowałem. Z czasem stało się to moim stylem.
• Masz w swojej garderobie coś co ma dla Ciebie szczególną wartość, znaczenie, co lubisz ubierać?
Tak! To marynarka, którą dostałem od samej Agnieszki Osieckiej! – Przywiozłam ją specjalnie dla ciebie, z Kanady - obwieściła mi. Ale potem się niechcący wygadała, że kupiła gdzieś na Pradze w lumpeksie. Zielona i dość paskudna, ale traktują ją jak relikwie.
• Jakie marki znajdziemy w Twojej szafie?
Mnóstwo, od Reserved i Tesco po Balmain, Rafa Simonsa, Paula Smitha. Żałuję, że mało w niej ubrań od polskich projektantów. Mam nadzieję to zmienić.
• A co myślisz o modzie na bycie projektantem mody? Wszystkim wydaje się, ze mogą teraz projektować. Nigdy Ciebie nie kusiło, by stworzyć swoją markę, by zostać wręcz dyktatorem mody?
Nie! Przenigdy żadnym dyktatorem. Ani nawet stylistą. Zostawiam to profesjonalistom. I celebryci też mogliby tak zrobić. Ludziom się wydaje, że bycie projektantem mody jest łatwe, przyjemne i jakieś takie glamour. Że wystarczy tiul udrapować, załatwić modelkom szpilki i już jest pokaz. A tak nie jest. To niewdzięczny zawód, zwłaszcza w Polsce gdzie ten rynek stoi na głowie i nikt nie kupuje polskich projektantów, a firmy odzieżowe płacą 2 tysiące złotych brutto, z czego musisz opłacić mieszkanie, zapewnić sobie dojazdy, nierzadko jeszcze jakieś kursy. Oczywiście, jeśli masz szczęście i dostaniesz pracę!
• Kto według Ciebie ma świetne wyczucie stylu w naszym kraju? Czy raczej to że tzw. Celebryci zazwyczaj dobrze są ubrani jest wynikiem pracy stylistów i nie ma to nic wspólnego z ich własnym stylem?
Styl i bycie dobrze ubranym idzie w parze z osobowością. Silne, ciekawe osobowości nie potrzebują stylistów, bo na ogół mają świetny, oryginalny gust. Znakomicie wyglądają Brodka, Nosowska, ale też Anda Rottenberg. Z facetów Tomasz Stańko. Ale i Nergal.
• Mamy w Polsce trendsetterów?
- nie mam nic do powiedzenia w tym temacie –
• Kogo z polskich projektantów cenisz najbardziej? Który według Ciebie ma szansę na światowy sukces?
Nie chcę podawać nazwisk, by nikogo nie pominąć i potraktować niesprawiedliwie. Ale uważam, że większe szanse na pewno mają ci, którzy studiują za granicą lub tam wyjadą i zamieszkają. Gdybym miał wymienić jednego projektanta polskiego, którego uważam za zdolnego osiągnąć wiele to byłby to Maldoror. Tylko powinien natychmiast wyjechać.
czytaj dalej >>
Ciekawy serwis, zobaczymy co z tego ...
adrian.